..:: o parafii >>>

..:: w Domu Pana >>>

..:: msze święte >>>


..:: zespół caritas >


..:: grupy formacyjne


..:: foto album >>>


..:: ogłoszenia >>>


..:: aktualności >>>


..:: przemyślenia >>>


..:: odeszli od nas >


..:: kontakt >>>


..:: linki >>>

 
   
   
 

..:: Homilie ::..

..:: Rok A >>>

..:: Rok B >>>

..:: Rok C >>>

..:: Na różne okazje

..:: Konferencje ascetyczne adresowane do kapłanów >>>

..:: Inne materiały duszpasterskie >>>

 
   
   
 

..:: Homilie na różne okazje ::..

..:: wstecz ::..

   

O ŚW. MAKSYMILIANIE KOLBE

Od dwóch lat trwała najokrutniejsza w dziejach ludzkości wojna.

W obozach niemieckich masowo ginęli ludzie. 17 lutego 1941 roku został aresztowany i uwięziony, najpierw na Pawiaku a następnie w obozie Auschwitz-Birkenau, Maksymilian Maria Kolbe.  Pod koniec lipca tegoż roku uciekł więzień z obozu, a karą za ten czyn była śmierć w bunkrze głodowym 10 więźniów. Maksymilian Kolbe nie był wyznaczony na tę straszną śmierć. Za trzy lata mógł wyjść z obozu, tak jak stało się to z Franciszkiem Gajowniczkiem.  On jednak dokonał osobistego wyboru.

Nie przeraziła go panująca w obozie nienawiść człowieka do człowieka, ani śmierć, która królowała na tym skrawku polskiej ziemi. Św. Maksymilian miał odwagę stanąć twarzą w twarz z nienawiścią i śmiercią. Miał odwagę dać świadectwo miłości, która miała swoje źródło w Chrystusowej Ewangelii.

Ubrany w obozowy pasiak, więzień z nr 16670, stanął przed uzbrojonym w żelazną broń niemieckim oprawcą i powiedział: Chcę pójść za tego człowieka, który ma żonę i dzieci.

14 sierpnia, w bunkrze głodowej śmierci, św. Maksymilian Kolbe pokonał śmierć głodową. Okazał się silniejszy niż głód, który powinien przynieść śmierć. Musiano użyć fenolu, by tego męczennika miłości pokonać.

Co roku, 14 sierpnia, dzięki św. Maksymilianowi Kolbe, mamy okazję uświadomić sobie prawdę o człowieku.

Z jednej strony, II wojna światowa pokazała, że człowiek w pewnych okolicznościach może być zdolny do niebywałego okrucieństwa, jakie nawet nie przytrafia się zwierzęciem, z drugiej jednak strony, ten stojący w pasiaku zakonnik, a także wielu Jemu podobnych, pokazali, że człowiek jest zdolny w sposób absolutnie heroiczny kochać drugiego człowieka – jest zdolny oddać za niego życie.

Czego więc chciał nas nauczyć święty z obozu koncentracyjnego?

Święci są nam dawani jako świadkowie i nauczyciele. Maksymilian jest takim świętym, od którego uczą się wszyscy. Zakonnicy i zakonnice uczą się najpiękniejszej realizacji swojego powołania, a świeccy uczą się autentycznego realizowania zasad chrześcijańskiego życia nawet w tak nieludzkich warunkach, jak te, które panowały w obozie zagłady.

On pozostał dla wszystkich nas świadkiem, że można i trzeba kochać człowieka, nawet w atmosferze zaprogramowanej nienawiści.

Jesteśmy dziś zawalani informacjami o przerażających faktach. Jak wielka i wzburzona rzeka płyną do nas informacje, które zabierają nam nadzieję: oto 11-letnia Magda znika z oka kamery dworcowej, a po kilkudziesięciu dniach znajdują ją w stanie rozkładu – a my pytamy: Kto i dlaczego to zrobił? Innym razem jakaś zła osoba zostawiła nowonarodzone dziecko w zbiorniku na śmieci – a my pytamy: Kto i dlaczego to zrobił? Innym wreszcie razem pytamy kierowcę, który po pijanemu wsiadł do samochodu i wjechał na grupę niewinnych ludzi stojących na przystanku: Dlaczego to zrobiłeś?

Ludzie chcąc się usprawiedliwić, być może z własnej winy, pytają: Gdzie był wówczas Bóg? Jakby nie wiedzieli, że On był w tym zakonniku, franciszkaninie, z obozu – św. Maksymilianie, jakby nie wiedzieli, że On był w tym niewinnych dziecku tak sponiewieranym, albo w tych ludziach, którzy wracali z pielgrzymki religijnej i zginęli pod Grenobl.

I tu jest nadzieja, mająca swoje źródło w miłości. Pojawia się ona po cichu i pokornie, jak stojący Maksymilian Kolbe przed komendantem obozu i mówi: Chcę coś zrobić dla drugiego człowieka.

Od każdego z nas, chrześcijan XXI wieku, Chrystus oczekuje tego samego: Chcę coś zrobić dla drugiego człowieka. W jakimś sensie każdy z nas musi być na miarę św. Maksymiliana Kolbe. Nie mówmy, że to niemożliwe, bo przecież ten skromny zakonnik pokazał, że można.

Chrystus nie oczekuje od nas jakichś wielkich i niesamowitych czynów na miarę wydarzenia z obozu. Czasem będą to zwyczajne, takich maleńkie czynów, jak opatrzenie ran pobitego na drodze z Jerozolimy do Jerycha, jak użyczenie mu swego osiołka, jak troska o jego wyzdrowienie. By okazać dobroć nie trzeba wielkiego nagłaśniania tychże czynów, czasem wystarczy dobre słowo i uśmiech, które będą na miarę nadziei na lepszy następny dzień.

Przeraża mnie to, że współcześni ludzie są tak kształtowanie, że nie umieją dostrzec dobra dziejącego się wokół nas. Jednym tchem umiemy wyliczać popełnione przez kogoś błędy czy zło, ale dobra nie potrafimy dostrzec, choć ono jest obok nas, a może nawet w nas samych.

Proszę zauważyć, jak bardzo my sami bywamy niesprawiedliwi i nastawieni bardzo negatywnie. Krytykujemy wszystko i wszystkich. Tak nam trudno dostrzec dokonującego się dobra wokół nas. Tam nam trudno kogoś pochwalić, pozytywnie ocenić; tak nam trudno stwierdzić, że przecież jest nam nieco lepiej, niż było kiedyś. Robimy sobie na siłę wrogów z tych, którzy mogą być naszymi przyjaciółmi. Czasem zachowujemy się jak opozycje w obecnym parlamencie, która nie potrafi dostrzec żadnego dobra w tych, którzy dźwigają ciężar władzy.

Święty Maksymilian pokazał nam, że można inaczej. On pokazał, a wielu poszło tą drogą.

Dziś trzeba może bardziej niż kiedykolwiek indziej dostrzegać człowieka Ważny był człowiek, któremu potrzebny był drugi człowiek. To się nazywa cywilizacja miłości. Szkoda, że dziś tak brakuje lekarzy na miarę Joanny Berytty Molla i pielęgniarek na miarę Matki Teresy z Kalkuty. Oni wpatrując się w Boga bogatego w miłosierdzie mieli odwagę stanąć przy człowieku, nie pytając o zapłatę, o to, co z tego będą mieli. Oni mieli odwagę, a my, jakże często jesteśmy nastawieni bardzo interesownie i egoistycznie. Chcielibyśmy brać tylko dla siebie, nie dzieląc się zupełnie z nikim.

Ojciec święty, Jan Paweł II, przestrzegał świat, a szczególnie Europę, przed groźbą cywilizacji śmierci. To jest rzeczywiste zagrożenie, o ile nie pojawią się Samarytanie. Ilu będzie musiało umrzeć, takich, jak ten pobity przez zbójów, gdy nie znajdzie się człowiek o wielkim sercu, który będzie miał odwagę podać rękę?

 

 

 


 

..:: wstecz ::..

 
   
   
 
copyright © parafia makowiec 2005r.