| |
..::
Homilie na różne okazje ::..
..::
wstecz ::..
KAZANIE O ŚW. RAFALE
KALINOWSKIM
Nachylamy się dziś nad
przepiękną postacią Patrona tej Parafii – nad świętym
Rafałem Kalinowskim.
Wspominanie świętych jest
nam bardzo potrzebne. Oni bowiem, pokazują nam, że
świętość jest możliwa, a nawet więcej – jest konieczna.
Świętość jest możliwa, ponieważ tylu braci i sióstr,
żyjących przed nami, żyjących w podobnych
uwarunkowaniach środowiskowych i życiowych, osiągnęło
ją, więc mogę i ja. A konieczna dlatego, ponieważ
alternatywą wobec świętości jest piekło.
Wciągu roku liturgicznego
przesuwają się przed naszymi oczami najróżniejsi
przedstawiciele owego orszaku, o którym święty Jan
Apostoł w księdze Apokalipsy napisał, iż „ubrani w białe
szaty, z palmami w ręku idą na spotkanie Pana”. Są
pośród nich dzielne matki i ojcowie, piękne postaci
kapłanów i zakonników, i zwyczajni, jakby dobrze nam
znani z codziennego życia, bardzo prości ludzie.
Pośród nich jest święty
Rafał Kalinowski. On nam dziś chce powiedzieć, że
świętość jest naszym powołaniem.
Chciałbym, wraz z wami
tutaj zgromadzonymi, popatrzeć jeszcze raz na przepiękną
postać dzisiejszego Patrona i zapytać: święty Rafale,
czy także ja mogę zdobyć świętość?
Całe życia świętego
Rafała, począwszy od solidnego wykształcenia
inżynieryjnego, poprzez służbę wojskową i udział w
powstaniu styczniowym, podjętym z motywu miłości do
Ojczyzny, aż do pokornego przyjęcia z ręki Jezusa
powołania karmelitańskiego, było drogą do świętości.
Oczywiście, nie możemy dosłownie skopiować drogi, którą
doszedł do świętości Rafał Kalinowski, dziś nie te
czasy, nie te uwarunkowania itd. Ale zasada, pewien
istotny kierunek musi być zawsze ten sam.
Droga do świętości wymaga
spełnienia dwóch, niezwykle ważnych warunków: trzeba
mocno stąpać po ziemi, na której Bóg pozwolił mi żyć, a
jednocześnie mieć nieustannie wzrok skierowany ku niebu,
tam gdzie Ojciec niebieski na mnie czeka. Święty Rafał
bardzo mocno stąpał po ziemi, po Polskie ziemi.
Wiedział po której stronie ma stać. Powtarzał, że Polska
potrzebuje nie tyle krwi, co potu codziennego
zaangażowania się w sprawę Ojczyzny. Kiedy jednak
sytuacja tego wymagała, bez wahania czynnie zaangażował
się w powstanie styczniowe, by walczyć o wolność
ojczyzny. Wiedział, że tego właśnie dziś Polska
potrzebuje. Cierpiał za tę ziemię, dla której pragnął
wolności. Za udział w powstaniu, musiał zapłacić zsyłką
na Sybir i wieloletnim cierpieniem.
Tutaj powstaje pytanie:
Co znaczy dla nas, współczesnych ludzi, mocne stąpanie
po ziemi?
Przede wszystkim trzeba
zawsze widzieć swoje zadanie, które mam do wypełnienia
tutaj na ziemi. Inaczej mówiąc – swoje powołanie.
Współczesny człowiek bardzo się boi tego prostego słowa:
Powołanie. Wolimy je odnosić do jedynie do powołania
kapłańskiego lub zakonnego. Dlaczego? Bo powołanie
zakłada pewną ingerencję Pana Boga, a co za tym idzie
odpowiedzialność przed samym Bogiem za złe zrealizowanie
swojego powołania. Tymczasem nie wolno się bać mówić o
swoim małżeństwie jako o powołaniu i wynikających z
niego zobowiązaniach. Mocne stąpanie po ziemi to piękne
realizowanie swojego powołania małżeńskiego. Zawsze
powinna nam towarzyszyć świadomość powołania, którym
mnie Bóg obdarzył. Tego nas uczy święty Rafał. On zawsze
wiedział gdzie jest jego miejsce, wiedział gdzie
powinien być. Owszem, to dotyczy także, a może przede
wszystkim, powołania, którym nas, kapłanów, Bóg
obdarzył. Nie wolno się bać mówić o powołaniu w
kontekście innych dróg życiowych.
Mocno chodzić po ziemi,
to znaczy mieć świadomość, że zostałem powołany przez
Pana Boga do współtworzenia z Nim dzieł tego świata.
Współpraca z Bogiem, a nie przeciw Bogu, z Nim, a nie
przeciw Niemu.
Współczesny myślenie
liberalne, a czasem nawet libertyńskie, wyklucza
współpracę z Bogiem. Człowiek chce siebie uczynić
wszechwładnym i jedynym decydentem na tym świecie.
Próbuje decydować nawet tam, gdzie nie ma miejsca na
ludzką ingerencję. Człowiek o liberalnym myśleniu mówi:
Ja decyduję o tym jak ma wyglądać małżeństwo i rodzina,
kto z kim ma zawierać małżeństwo itd.
Tak trzeba chodzić po
ziemi, by zawsze, w każdej okoliczności życiowej widzieć
Boga. Wierzyć, że On jest ze mną, choć czasem może się
wydawać, że jest gdzieś daleko, jakby pozostawiający
mnie samego. Święty Rafał wierzył, że Bóg zawsze jest. W
lisach pisanych z zesłania na Syberię daje temu wyraz. W
najbardziej skomplikowanych sytuacjach on wierzy, że Bóg
jest blisko niego.
Nazywano go „chodzącą
modlitwą”. W swoich wspomnieniach napisał: : „Jaką
potężną bronią jest modlitwa. Jak wszechmocnym
wstawiennictwo Najśw. Panny. Jak zbawienne ku dobru
naszemu środki podaje Kościół św. przez nabożne książki,
z których prawda Boża się przebija”. A w liście do
rodziców napisał, że odebrano mu wszystko i stał się
nędzarzem, ale nie jest przygnębiony, bo została mu
modlitwa, a z nią Bóg. Pewnego razu podczas modlitwy
woła do Boga: „Odbierz mi wszystko, tylko nie zabieraj
siebie”. Tutaj jest ukryta tajemnica siły świętego
Rafała w warunkach nieludzkiej pracy i poniżenia.
Przyjrzyjmy się naszej
modlitwie. Traktujemy ją jako często jako „zło
konieczne”. W naszym podejściu do modlitwy brak
świadomości, że rozmawiam z Kimś kto jest.
Pewien kapłan odwiedzając
chorego, zauważył puste krzesło, które stało przy łóżku.
Gdy zapytał o powód, usłyszał wyjaśnienie: Kiedy miałem
trudności z modlitwą, przyjaciel podpowiedział mi, abym
postawił sobie krzesło i wyobraził sobie Jezusa
siedzącego na nim. Od tej chwili nie mam trudności z
modlitwą. Pewnego dnia przyszła do kapłana córka tego
chorego i zawiadomiła o jego śmierci. Opowiada o
kulisach śmierci: Zostawiłam go na parę chwil samego i
kiedy wróciłam ojciec już nie żył, ale zauważyłam coś
niezwykłego: jego głowa leżała nie na łóżku, ale na
krześle obok łóżka.
Modlitwa to rozmowa.
My, niestety, bardzo
często modlimy się bez świadomości obecności Boga, a
druga rzecz to brak czasu, który sprawia, że zapominamy
o modlitwie porannej i wieczornej, a jak znajdziemy
wreszcie czas na modlitwę, to jest ona jedynie
odmówiona. Dlaczego tak się dzieję? Współczesny człowiek
wpadł w jakąś bezsensowna pułapkę aktywności. Chce coraz
więcej i coraz szybciej, czasem aż na złamanie karku.
Denerwujemy się, gdy przyjdzie nam stać w kolejce, albo
na przystanku autobusowym. Denerwuje nas, gdy kapłan
przedłuży o pięć minut odprawianie Mszy świętej.
Tymczasem przed Bogiem trzeba mieć zawsze czas. Nigdy
nie wiemy jak długo Pan Bóg chce z nami. Nigdy nie
wiadomo kiedy Bóg do nas przemówi. Módl się tak długo,
aż Pana Boga zdołasz zauważyć wzrokiem swojej wiary.
Mam pod tym względem
wiele pięknych doświadczeń. Co roku, podczas ferii
zimowych prowadzę rekolekcje 15-dniowe dla rodzin
Domowego Kościoła, działających w ramach Ruchu
Światło-Życie. Zauważyłem jedną wspaniałą rzecz. W miarę
upływu dni rekolekcyjnych wydłuża się czas spędzany
przed Bogiem. Dzieje się jakby w myśl zasady: „Apetyt
wzrasta w miarę jedzenia”.
Święty Rafał był
„chodzącą modlitwą” i to była jego droga do świętości.
A nasza droga do
świętości? Jaka ona jest?
..::
wstecz ::..
|
|