..:: o parafii >>>

..:: w Domu Pana >>>

..:: myśli z tygodnia

..:: msze święte >>>

..:: intencje mszalne >>>

..:: zespół caritas >


..:: grupy formacyjne

..:: schole >>>

..:: ministranci >>>

..:: foto album >>>


..:: ogłoszenia >>>


..:: aktualności >>>


..:: przemyślenia >>>

TRYDUUM PASCHALNE >>> 

..:: kontakt >>>

Ziemia święta i inne (foto album):



WARTO ODWIEDZIĆ:

www.opoka.org


 
   
   
 

..:: Homilie ::..

..:: Rok A >>>

..:: Rok B >>>

..:: Rok C >>>

..:: Na różne okazje

..:: Konferencje ascetyczne adresowane do kapłanów >>>

..:: Inne materiały duszpasterskie >>>

 
   
   
 

TRYDUUM PASCHALNE

wstecz

   

WIELKI CZWARTEK

WIELKA SOBOTA

Dzisiejsza Eucharystia ma swoją wyjątkową nazwę: nazywamy ją Mszą Wieczerzy Pańskiej albo Ostatniej Wieczerzy.

Sama nazwa podpowiada nam w jakim nastroju ją sprawujemy. Wracamy do Wieczernika, by raz jeszcze przeżyć to, co tam się dokonało. To prawda, że każda Msza święta nawiązuje do Wieczernika, bo nie może być inaczej, ale dziś ma Ona wyjątkowy charakter. Podobnie jest z każdą ważną rocznicą. Tak jest np. z rocznicami małżeńskimi. Są one wspaniałą okazją, by uświadomić sobie tamten dzień, w którym ktoś przestał być kawalerem, panną i stał się mężem i żoną, a obydwoje zaczęli tworzyć wspólnotę.

Podobne treści wnosi dzisiejszy dzień. Pan Jezus daje nam dzisiaj pierwszą lekcję miłości. Jutro będzie druga lekcji miłości. Kochać to chcieć być blisko osoby kochanej i być zawsze do jej dyspozycji. Można w różny sposób mierzyć bliskość jednej osoby do drugiej. Pan Jezus przekroczył wszelkie ludzkie miary, którymi można bliskość określać. On się z nami jednoczy – wchodzi w nasze życie. Tak się właśnie dzieje, gdy przyjmujemy Chrystusa w Eucharystii.  Nie ma większego zjednoczenia się jak właśnie takie. Kiedy ktoś nam mówi, że jest z nami, to zdajemy sobie sprawę, że mimo wszystko nie jest to jedność doskonała. Zawsze jest pewien margines samotności. Gdy przyjmujemy Jezusa w Eucharystii,  to On wchodzi w każdy zakątek naszego życia.

Aby takie jednoczenie się z człowiekiem było możliwe, ustanowił kapłaństwo, które w swej istocie jest na służbie Eucharystii. Sprawując Eucharystię kapłan się w pełni realizuje. Wszystko inne jest dodatkiem. Ks. Kard. Wyszyński powiedział na samym progu swojego kapłaństwa, że jego największym szczęściem będzie odprawić choćby jedną Mszę świętą.

Ojciec święty w książce „Dar i tajemnica” napisał: "Nie ma Eucharystii bez kapłaństwa, tak jak nie istnieje kapłaństwo bez Eucharystii”. Eucharystia jest główną i centralną racją bytu sakramentu kapłaństwa, który definitywnie począł się w momencie ustanowienia Eucharystii i wraz z nią. Nie bez powodu słowa „To czyńcie na moją pamiątkę", wypowiedziane bezpośrednio po słowach eucharystycznej konsekracji, powtarzamy przy każdym przeistoczeniu, sprawując Najświętszą Ofiarę. Kapłan staje się kapłanem dla Eucharystii, jest za Nią w sposób szczególny odpowiedzialny.

Mam świadomość, że kapłaństwo mnie przerasta. Nie umiem nawet wyrazić ludzkim językiem jego wielkości i znaczenia w moim życiu. Wiem, że warto było zostać kapłanem choćby tylko z jednego powodu, by stanąć przy ołtarzu Pańskim i powiedzieć „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje…”

Kiedyś zostałem zapytany, bodajże podczas rekolekcji dla rodzin: Czy łatwo być kapłanem? Zastanawiałem się nad tym. Pamiętam, gdy wstąpiłem do seminarium duchownego, na pierwszym spotkaniu z jednym z profesorów, usłyszeliśmy słowa: „Gratuluję, że w tych czasach odważyliście się być kapłanami jutra.” Te słowa były powiedziane w konkretnym kontekście i sytuacji, w jakiej wszyscy wtedy żyliśmy. Myślę jednak, że niewiele się zmieniło. Zniknął system komunistyczny, ale pojawiła się nowa siła, która może jeszcze bardziej nienawidzi kapłanów. Kapłan jest wrogiem pewnego stylu bycia, który te współczesne siły preferują.  Jako żywo realizują się nieustannie słowa Chrystusa: „Będziecie w nienawiści u wszystkich…”

Dziś, po 29 latach kapłaństwa, powiem, że warto było być posłusznym powołaniu i pójść za Chrystusem. Szczególnie, gdy staję przy ołtarzu Pańskim, to mówię: Warto było.

 

 

 

WIELKA SOBOTA - WIGILIA PASCHALNA

 

Wigilia Paschalna była długa i bogata w treść. To zrozumiałe, wziąwszy pod uwagę to, że ma ona przedstawić całą historię zbawienia.

Zaczęliśmy od poświęcenia ognia, którego symbolika jest bardzo bogata. Ogień towarzyszy wielu wydarzeniom biblijnym, w których Bóg objawia człowiekowi swoją wolę zbawienia. W Księdze Wyjścia spotykamy płonący krzew, z którego Bóg przemawiał do Mojżesza ukazując plan wyzwolenia uciemiężonego narodu, później pojawia się słup ognia, który towarzyszy Izraelitom podczas ich wędrówki do Ziemi Obiecanej. Oni wiedzieli, że znak ognia, to znak obecnego pośród nich Pana Boga.

W Nowym Testamencie znak ognia pojawia się podczas Zesłania Ducha Świętego, który dotyka każdego z Apostołów, czyniąc ich odpowiedzialnymi za Ewangelizację świata.

Dla nas, nowego Ludu Bożego, ogień to przede wszystkim światło paschalnej świecy – to Chrystus, który dla nas stał się Ofiarą przebłagalną za nasze grzechy. Paschalna świece- owoc pszczelego roju – symbolizująca Chrystusa, zapalił się po raz pierwszy podczas chrztu świętego, by nam powiedzieć, że zostaliśmy wybrani do Wspólnoty Kościoła i wezwani do dawania świadectwa.

Dobrze, że co roku przypominamy sobie nasze chrześcijańskie zobowiązania podjęte w czasie chrztu świętego. Obiecaliśmy wówczas (w większości przypadków robili to za nas nasi rodzice i chrzestni), że wyrzekamy się szatana i wszelkich jego spraw, a także wszystkiego, co do zła prowadzi. Obiecaliśmy również, że będziemy wierzyć w Boga Ojca Wszechmogącego, Jego Syna, który za nas został ukrzyżowany i Zmartwychwstał, a także w Ducha świętego, który nas wprowadził do Kościoła.

Czy realizujemy te zobowiązania?

Wyrzekam się szatana – mówiliśmy – może i tak jest, bo nikt tak oficjalnie, poza jakimiś satanistami, nie chce mieć do czynienia z Diabłem, ale czy wyrzekliśmy się wszystkiego, co do zła prowadzi, a w efekcie do posługiwania szatanowi? Nie Wisz, co do zła prowadzi? Wiele rzeczy, które często wyglądają niewinnie. Jedna opuszczona Msza święta, a ksiądz robi z tego powodu tyle hałasu – powiedział mi ktoś. Niestety, zwykle nie kończy się na tej jednej Mszy świętej. Tak samo jest z pierwszym kieliszkiem alkoholu – zupełnie niewinnym. Niestety, zwykle po tym pierwszym, przychodzą następne, następne… i nawet się nie zorientujesz, jak idziesz ku złu. Szatan cię prowadzi, a ty dajesz się prowadzić. Tak możemy mówić o wielu innych sytuacjach, które zmierzają do zła.

A mówiłeś, że wyrzekasz się wszystkiego, co do zła prowadzi.

Dziś Chrystus pokonał śmierć i mówi do ciebie: wyjdź i ty z groby swego zniewolenia, przeżyj swoje zmartwychwstanie. Stań się nowym człowiekiem.

 

 
   

 

   
 
copyright © parafia makowiec 2005r.