| |
..::
Homilie Rok A ::..
..::
wstecz ::..
XXX Niedziela zwykła
Religia katolicka jest
najpiękniejszą religią świata. Mówię te słowa z wielką
dumą i satysfakcją. Piękno naszej religii wynika przede
wszystkim z tego faktu, że obok Judaizmu, jest religią
objawioną przez Pana Boga, tzn. Bóg dał jej początek.
Ale jest jeszcze inny powód. Otóż tym powodem jest
podstawowe przesłanie i zarazem zadanie, jakie pozostawił
Chrystus swoim wyznawcom - MIŁOŚĆ. To droga, którą
chrześcijanie maja iść, to podstawowe przykazanie,
jakim mają się kierować wyznawcy Chrystusa.
Pan Jezus bardzo szczegółowo
określił sposób realizacji tego przykazania, gdy opowiadał
o miłosiernym Samarytaninie i sam dał przykład życia
według tego przykazania, szczególnie wówczas, gdy
mył nogi swoim uczniom podczas Ostatniej Wieczerzy,
i wreszcie, gdy cierpiąc mękę na krzyżu prosił Ojca
o odpuszczenie win swoim oprawcom.
Patrząc na piękno naszej
religii, dziwić musi obawa jaką wyrażają ludzie niewierzący
wobec ludzi autentycznie wierzących, gdy ci ostatni,
mają objąć władzę w Polsce. Czego się boją? Miłości,
która obowiązuje człowieka wierzącego? Kierowania
się sumieniem w pracy dla Polski? A może tak bardzo
już przyzwyczailiśmy się do zakłamania, udawania i
korupcji, że taki stan nam odpowiada? A może powodem
wspomnianych obaw jest to, że ludzi, którzy nazywają
się chrześcijanami w praktyce nie żyją miłością? Tymczasem,
Chrześcijanin, jakiekolwiek stanowisko by zajmował
i jakąkolwiek władzę by sprawował, zawsze zobowiązany
jest kierować się miłością ucznia Chrystusowego.
Wielki Prymas Tysiąclecia,
kard. Stefan Wyszyński, kiedyś powiedział: Ludzie
mówią, że liczy się pieniądz, a ja wam powiadam, że
najbardziej liczy się miłość.
Tak powinno być - dla
chrześcijanina liczy się tylko miłość.
Jednak miłość bywa różna.
Bywa łatwa, gdy dotyczy przyjaciół, którzy i nas kochają
i my ich kochamy; albo gdy chodzi o sympatyków, którzy
nam sprzyjają. Ale bywa też miłość trudna, gdy staje
przed nami ktoś, kogo nie da się lubić, kto nie jest
sympatyczny i otwarty na nas, a czasem nawet nam ubliża
lub nas ośmiesza. Bywa miłość trudna, gdy stawia wymagania,
żąda poświecenia się i ofiary dla drugiego człowieka.
Dwóch wędrowców zdążało
szlakiem górskim. Robiło się coraz ciemniej i niebezpiecznie.
Należało jak najszybciej dotrzeć do schroniska. Przyśpieszyli
kroku. Ale oto nagle usłyszeli wołanie o pomoc. Jakiś
wędrowiec osunął się po stromej skale i wpadł do szczeliny
śnieżnej. Jeden z wędrowców, słysząc jęki przyspieszył,
mówić, że to jest dla nich ostrzeżenie - muszą jak
najszybciej dotrzeć na miejsce. Drugi zaś, nie bacząc
na tę uwagę, postanowił dotrzeć do tamtego nieszczęśnika.
Po wielkim trudzie dotarł do rannego. Wziął go na
swoje ramiona i rozpoczął wspinaczkę. Był już bez
sił, spocony i słaniający się na nogach. Po jakimś
czasie zobaczył światełko. To pewnie schronisko -
pomyślał i przyspieszył kroku. Ale nagle potknął się
o jakąś przeszkodę. Gdy się nachylił, stwierdził z
przerażeniem, że pod jego nogami leży dawny towarzysz
wędrówki, który nie zatrzymał się, by pomóc rannemu.
Zamarzł na śniegu i mrozie. On zaś, ponieważ wkładał
wiele wysiłku w ratowanie człowieka, zdołał przetrwać
na tym mrozie i zimnie.
Trudna miłość kończy
się zwycięstwem - osiągnięciem celu.
Chrześcijanin ma przed
sobą drogę i cel tej drogi. Jej treścią ma być trudna
miłość chrześcijańska.
Znają ją małżonkowie,
którzy na co dzień doświadczają trudnej miłości. Wiedzą
o tym sąsiedzi, których czasem tak wiele łączy, ale
czasem bardzo dużo dzieli. Wiedzą o tym politycy,
którzy nie mogą na siebie patrzeć. Myślę, że każdy
z nas wiele razy doświadczył trudnej miłości. Warto
czasem zajrzeć do Ewangelii i do listu świętego Pawła
Apostoła adresowanego do Koryntian, by sobie przypomnieć
na czym ma polegać trudna miłość.
Wczoraj, podczas nabożeństwa
różańcowego przeczytałem piękne myśli na ten temat.
Pozwolę sobie je zacytować. Napisała go pewna amerykańska
dziewczyna do chłopaka, który zginął w Wietnamie.
List nosi tytuł: O tym, czego nie uczyniłeś. Pamiętasz
ten dzień, kiedy pożyczyłam od ciebie Twój nowy samochód
i rozbiłam go?
Myślałam, że mnie zabijesz,
a1e nie zrobiłeś tego. Czy pamiętasz, jak kiedyś wyciągnęłam
cię na plażę, chociaż twierdziłeś, że będzie padać,
i rzeczywiście padało? Myślałam, że zawołasz: "A
nie mówiłem?". Ale nie zrobiłeś tego. A pamiętasz,
jak kokietowałam wszystkich, żeby wzbudzić twoją zazdrość,
i ty byłeś zazdrosny? Myślałam, że odejdziesz ode
mnie, ale tego przecież nie zrobiłeś. Czy pamiętasz,
jak zrzuciłam tort truskawkowy na dywanik twego samochodu?
Myślałam, że mnie uderzysz, ale nie uczyniłeś tego.
Czy pamiętasz, jak zapomniałam ci powiedzieć, że na
pewnym przyjęciu obowiązują stroje wieczorowe i ty
przyszedłeś w dżinsach? Myślałam, że mnie wtedy spoliczkujesz,
ale nie zrobiłeś tego.
Zawsze miałeś dla mnie
cierpliwość, kochałeś mnie i broniłeś. Mam na sumieniu
tyle win wobec Ciebie. Tak bardzo chciałam Cię prosić
o przebaczenie kiedy wrócisz z wojny z Wietnamu. Lecz
ty już nie wróciłeś.
Ks. Twardowski napisał
w jednym ze swoich wierszy, że trzeba śpieszyć się
kochać ludzi, bo prędko odchodzą. Każdy z nas powinien
sobie to wziąć do serca, bo przecież i my prędko odchodzimy,
a trudno jest odchodzić nie kochając.
..::
wstecz ::..
|
|