..:: o parafii >>>

..:: w Domu Pana >>>

..:: myśli z tygodnia

..:: msze święte >>>


..:: zespół caritas >


..:: grupy formacyjne

..:: schole >>>

..:: ministranci >>>

..:: foto album >>>


..:: ogłoszenia >>>


..:: aktualności >>>


..:: przemyślenia >>>


..:: odeszli od nas >


..:: kontakt >>>


..:: linki >>>

 
   
   
 

..:: Homilie ::..

..:: Rok 2006 >>>

..:: Rok A >>>

..:: Rok B >>>

..:: Rok C >>>

..:: Na różne okazje

..:: Konferencje ascetyczne adresowane do kapłanów >>>

..:: Inne materiały duszpasterskie >>>

 
   
   
 

..:: Homilie Rok A ::..

..:: wstecz ::..

   

XXX Niedziela zwykła

Religia katolicka jest najpiękniejszą religią świata. Mówię te słowa z wielką dumą i satysfakcją. Piękno naszej religii wynika przede wszystkim z tego faktu, że obok Judaizmu, jest religią objawioną przez Pana Boga, tzn. Bóg dał jej początek. Ale jest jeszcze inny powód. Otóż tym powodem jest podstawowe przesłanie i zarazem zadanie, jakie pozostawił Chrystus swoim wyznawcom - MIŁOŚĆ. To droga, którą chrześcijanie maja iść, to podstawowe przykazanie, jakim mają się kierować wyznawcy Chrystusa.

Pan Jezus bardzo szczegółowo określił sposób realizacji tego przykazania, gdy opowiadał o miłosiernym Samarytaninie i sam dał przykład życia według tego przykazania, szczególnie wówczas, gdy mył nogi swoim uczniom podczas Ostatniej Wieczerzy, i wreszcie, gdy cierpiąc mękę na krzyżu prosił Ojca o odpuszczenie win swoim oprawcom.

Patrząc na piękno naszej religii, dziwić musi obawa jaką wyrażają ludzie niewierzący wobec ludzi autentycznie wierzących, gdy ci ostatni, mają objąć władzę w Polsce. Czego się boją? Miłości, która obowiązuje człowieka wierzącego? Kierowania się sumieniem w pracy dla Polski? A może tak bardzo już przyzwyczailiśmy się do zakłamania, udawania i korupcji, że taki stan nam odpowiada? A może powodem wspomnianych obaw jest to, że ludzi, którzy nazywają się chrześcijanami w praktyce nie żyją miłością? Tymczasem, Chrześcijanin, jakiekolwiek stanowisko by zajmował i jakąkolwiek władzę by sprawował, zawsze zobowiązany jest kierować się miłością ucznia Chrystusowego.

Wielki Prymas Tysiąclecia, kard. Stefan Wyszyński, kiedyś powiedział: „Ludzie mówią, że liczy się pieniądz, a ja wam powiadam, że najbardziej liczy się miłość”.

Tak powinno być - dla chrześcijanina liczy się tylko miłość.

Jednak miłość bywa różna. Bywa łatwa, gdy dotyczy przyjaciół, którzy i nas kochają i my ich kochamy; albo gdy chodzi o sympatyków, którzy nam sprzyjają. Ale bywa też miłość trudna, gdy staje przed nami ktoś, kogo nie da się lubić, kto nie jest sympatyczny i otwarty na nas, a czasem nawet nam ubliża lub nas ośmiesza. Bywa miłość trudna, gdy stawia wymagania, żąda poświecenia się i ofiary dla drugiego człowieka.

Dwóch wędrowców zdążało szlakiem górskim. Robiło się coraz ciemniej i niebezpiecznie. Należało jak najszybciej dotrzeć do schroniska. Przyśpieszyli kroku. Ale oto nagle usłyszeli wołanie o pomoc. Jakiś wędrowiec osunął się po stromej skale i wpadł do szczeliny śnieżnej. Jeden z wędrowców, słysząc jęki przyspieszył, mówić, że to jest dla nich ostrzeżenie - muszą jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Drugi zaś, nie bacząc na tę uwagę, postanowił dotrzeć do tamtego nieszczęśnika. Po wielkim trudzie dotarł do rannego. Wziął go na swoje ramiona i rozpoczął wspinaczkę. Był już bez sił, spocony i słaniający się na nogach. Po jakimś czasie zobaczył światełko. To pewnie schronisko - pomyślał i przyspieszył kroku. Ale nagle potknął się o jakąś przeszkodę. Gdy się nachylił, stwierdził z przerażeniem, że pod jego nogami leży dawny towarzysz wędrówki, który nie zatrzymał się, by pomóc rannemu. Zamarzł na śniegu i mrozie. On zaś, ponieważ wkładał wiele wysiłku w ratowanie człowieka, zdołał przetrwać na tym mrozie i zimnie.

Trudna miłość kończy się zwycięstwem - osiągnięciem celu.

Chrześcijanin ma przed sobą drogę i cel tej drogi. Jej treścią ma być trudna miłość chrześcijańska.

Znają ją małżonkowie, którzy na co dzień doświadczają trudnej miłości. Wiedzą o tym sąsiedzi, których czasem tak wiele łączy, ale czasem bardzo dużo dzieli. Wiedzą o tym politycy, którzy nie mogą na siebie patrzeć. Myślę, że każdy z nas wiele razy doświadczył trudnej miłości. Warto czasem zajrzeć do Ewangelii i do listu świętego Pawła Apostoła adresowanego do Koryntian, by sobie przypomnieć na czym ma polegać trudna miłość.

Wczoraj, podczas nabożeństwa różańcowego przeczytałem piękne myśli na ten temat. Pozwolę sobie je zacytować. Napisała go pewna amerykańska dziewczyna do chłopaka, który zginął w Wietnamie. List nosi tytuł: „O tym, czego nie uczyniłeś”. Pamiętasz ten dzień, kiedy pożyczyłam od ciebie Twój nowy samochód i rozbiłam go?

Myślałam, że mnie zabijesz, a1e nie zrobiłeś tego. Czy pamiętasz, jak kiedyś wyciągnęłam cię na plażę, chociaż twierdziłeś, że będzie padać, i rzeczywiście padało? Myślałam, że zawołasz: "A nie mówiłem?". Ale nie zrobiłeś tego. A pamiętasz, jak kokietowałam wszystkich, żeby wzbudzić twoją zazdrość, i ty byłeś zazdrosny? Myślałam, że odejdziesz ode mnie, ale tego przecież nie zrobiłeś. Czy pamiętasz, jak zrzuciłam tort truskawkowy na dywanik twego samochodu? Myślałam, że mnie uderzysz, ale nie uczyniłeś tego. Czy pamiętasz, jak zapomniałam ci powiedzieć, że na pewnym przyjęciu obowiązują stroje wieczorowe i ty przyszedłeś w dżinsach? Myślałam, że mnie wtedy spoliczkujesz, ale nie zrobiłeś tego.

Zawsze miałeś dla mnie cierpliwość, kochałeś mnie i broniłeś. Mam na sumieniu tyle win wobec Ciebie. Tak bardzo chciałam Cię prosić o przebaczenie kiedy wrócisz z wojny z Wietnamu. Lecz ty już nie wróciłeś.

Ks. Twardowski napisał w jednym ze swoich wierszy, że trzeba śpieszyć się kochać ludzi, bo prędko odchodzą. Każdy z nas powinien sobie to wziąć do serca, bo przecież i my prędko odchodzimy, a trudno jest odchodzić nie kochając.

..:: wstecz ::..

 
   
   
 
copyright © parafia makowiec 2005r.