| |
..::
Homilie Rok A ::..
..::
wstecz ::..
PIATA WIELKANOCNA
Dzisiejsza Ewangelia
jest niezwykle optymistyczna. Już w pierwszych słowach
Pan Jezus uspakaja człowieka: Niech się nie trwoży
serce wasze! Jakby chce w ten sposób wyjść naprzeciw
ludzkim niepokojom, których wówczas - w czasach Chrystusa
- nie brakowało i teraz - gdy my żyjemy - też nie
brakuje. Pan Jezus mówi, abyśmy się nie bali. Owszem,
potężna machina cywilizacji śmierci szaleje, co da
się zauważyć na każdym niemalże odcinku życia, ale
przecież ponad tym wszystkim jest Boża Opatrzność,
która nie zawodzi.
Pan Jezus proponuje,
aby naszą odpowiedzią na te problemy była postawa
wiary. Wierzycie w Boga - i we Mnie wierzcie!
W ostatnich dniach,
w związku ze śmiercią papieża Jana Pawła II, wielu
ludzi dyskutowało i zastanawiało się nad swoja wiarą.
Myślę, że jest się nad czym zastanawiać. Nie można
bowiem zbyt łatwo przejść obok tego problemu, kolejny
raz zaliczając siebie do grona wierzących. Ojciec
święty mówił kiedyś do młodych ludzi, zresztą cytując
słowa Pana Jezusa, aby mieli odwagę wypłynięcia na
głębię. Autentyczna wiara wymaga wypłynięcia na głębię.
Taka wiara nie boi się stawiania trudnych problemów
i szukania na nie odpowiedzi w świetle Ewangelii.
Bo właśnie tak powinien odpowiadać chrześcijanin na
różne problemy życia - biorąc do reki Ewangelię. Kiedy
wybrano nowego papieża, to najważniejszym problemem,
będącym kryterium oceny wybranego następcy Jana Pawła
II, było to, czy Benedykt XVI zliberalizuje etykę
małżeńską, stosunek do święceń kobiet, czy też postawę
Kościoła wobec aborcji, eutanazji itd.. Jeżeli tego
nie zrobi, a z pewnością nie zrobi, to ocena papieża
brzmi: to radykał, pancerny kardynał, tradycjonalista,
a inni powiedzą, że nie idzie z duchem czasu. Wśród
głoszących są także ludzie, którzy od wielkiego święta
bywają w kościele i mówią wraz z innymi ryt wyznania
wiary. To są ludzie, którzy nie wypływają na głębię.
Oglądałem ostatnio program
Co z ta Polską z J. Urbanem w roli głównej. Słuchałem
tego, co ten człowiek mówił i zrobiło mi się go żal.
Taki on ślepy i głuchy naprawdę. W jakimś sensie mogę
go zrozumieć. On wybrał taką filozofię życia. Owszem
żył w czasach pontyfikatu Jana Pawła II. Miał możliwość
słuchania tego, co mówił ten Wielki Papież, ale on
to odrzucił.
Tymczasem my, ludzie
uważający siebie za chrześcijan, niejednokrotnie dajemy
wyraz temu, że bywamy bardziej po stronie owego zaślepionego
nienawiścią do Chrystusowego Kościoła Urbana, niż
tych, którzy w imieniu Chrystusa, pokazują drogę prawdy
i życia według Ewangelii. Beztrosko niektórzy kupują
gazetę NIE, będącą źródłem dochodu Jerzego Urbana,
włączają się w krytykę Kościoła i kapłanów, w ten
sposób wtórując Urbanowskim metodom walki z naszą
Wspólnotą, chętnie podpisujemy się pod zwolennikami
aborcji itd.. Czy to jest ów autentyzm chrześcijański?
Ojciec święty, Jan Paweł II, w ciągu 27 lat pontyfikatu,
dokonał niezwykłej orki na polskiej i światowej glebie
życia. Nie ma tematu, którego by papież nie poruszył.
To była żywa Ewangelia, głoszona teraz i do nas. To
było prawdziwe wypłynięcie na głębię. Czy zabraliśmy
się z Ojcem świętym w tę piękna podróż sięgającą głębi
Ewangelii.
Wracamy do pytania o
wiarę. Trzeba tak wierzyć, by za wezwaniem Chrystusa
iść Drogą, Prawdą i Życiem, którym jest On sam. Trzeba
się nauczyć odpowiadać na trudne pytania z Ewangelią
w ręku, a nie na podstawie jakiejś broszurki, pochodzącej
od ludzi myślących zupełnie inaczej niż nakazuje Ewangelia.
Musimy sobie wzajemnie ułatwiać pójście Chrystusową
drogą. Przed kilku tygodniami, gdy jeszcze Ojciec
święty Jan Paweł II żył, skierowałem zaproszenie do
małżonków, by włączali się do Kręgów Rodzin Domowego
Kościoła. To jest świetna propozycja, pomagająca realizować
Chrystusowe wezwanie: Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem.
Z kolei, dzieciom - naszym ministrantom, dziewczętom
z scholi i innych grup, można pomóc w odnalezieniu
tej drogi poprzez wysłanie ich na rekolekcje Ruchu
Światło-Życie.
Bądźmy uczestnikami
Chrystusowego optymizmu, którego fundamentem jest
Dom Ojca w niebie. Tam jest nasze mieszkanie, przygotowane
wyłącznie dla nas i czekające na nas. W dniach żałoby,
po śmierci Jana Pawła II, ludzie wzajemnie dawali
sobie nadzieję. Te piękne, wielotysięczne pochody
i trwanie na modlitwie, były jakby rekolekcjami, głoszonymi
przez ludzi do ludzi. Na nowo odkryliśmy piękno śmierci
i oczekiwania na spotkanie. Powinniśmy ciągle do tego
wracać, by żyć optymizmem chrześcijańskim, które jest
niezwykłym bogactwem naszej wiary.
..::
wstecz ::..
|
|