..::
Homilie Rok A ::..
..::
wstecz ::..
VI NIEDZIELA WIELKANOCNA
Dziś znów musimy powrócić
do problemu autentyczności naszej wiary. Skłania nas
do tego Ewangelia dzisiejszej niedzieli. Pan Jezus
mówi, że miłość do Niego znajduje swoje uzasadnienie
i potwierdzenie w postawie życia według Jego przykazań.
Ta prosta zasada jest
zarazem podstawowym sprawdzianem wiary. Jest ona również
źródłem mocy przekazywanego Słowa Bożego. W Dziejach
Apostolskich czytamy o wystąpieniu Filipa, którego
tłumy słuchały w wielkim skupieniu. Działo się tak
dlatego, że Filip czynił nadzwyczajne znaki, potwierdzające
wypowiadane słowa. Podobnie czynili pozostali Apostołowie,
a ich ostatecznym świadectwem była ofiara życia złożona
Chrystusowi jako czyn potwierdzający wiarę i miłość.
Ludzie autentycznej
wiary, potwierdzanej życiem, nie boją się krytyki,
ponieważ mają za sobą siłę prawdy, która daje ostateczne
wyzwolenie z lęku. W ostatnich dniach, (myślę tutaj
o chorobie i śmierci Ojca świętego Jana Pawła II)
mieliśmy dar niezwykłej lekcji autentyzmu chrześcijańskiego.
Zresztą, ta lekcja trwała już od kilku lat, ale myśmy
nie chcieli jej zauważyć. Ojciec święty dawał nam
przepiękne świadectwo brania i dźwigania codziennego
krzyża. Rożni ludzie atakowali papieża z powodu Jego
niesprawności fizycznej. Mówili, że powinien ustąpić,
spokojnie przejść na zasłużoną emeryturę. A Ojciec
święty nie mówił nic. Nie odpowiadał na głosy krytyki,
zjadliwe artykuły prasowe i rady płynące z różnych
stron. Nie żalił się też na swoją niemoc, nie ustąpił
z krzyża cierpienia i choroby. Nie wstydził się pokazywać
cierpiącego ciała. Ludzie w końcu to zauważyli i przyszli,
by oddać Mu hołd, ponieważ był autentyczny.
Dziś jest zbyt mało
takich ludzi. Tymczasem zapotrzebowanie na taką postawę
jest ogromne. Każdy z nas chciałby żyć w świecie uczciwych
i godnych szacunku ludzi. Chcielibyśmy, aby słowa
głoszone przez polityków, były przekładane na czyny,
dobre decyzje i odpowiedzialne ustawy. Chcielibyśmy
żyć w świecie małżeństw, które realizują swoje powołanie
i trwają w związkach, zawartych w imię Chrystusa aż
do śmierci. Chcielibyśmy spotykać tylko dobrych kapłanów,
którzy całych siebie oddają na służbę Panu i są gotowi,
tak jak apostołowie Chrystusa, oddać życie za głoszona
prawdę.
Te wszystkie pobożne
życzenia nie zależą od jednej tylko osoby, ale od
nas wszystkich, którym przypadło w udziale nosić tak
zaszczytne miano chrześcijan.
Musimy sobie na nowo
odpowiedzieć na pytanie: Co to znaczy być chrześcijaninem?
Chrześcijanin ma tylko
Jednego Boga i Jemu wierzy, z Jego Słowem się liczy
i postępuje według Jego praw. Świętuje Dzień Pański
i nie stawia sobie sztucznych ołtarzy dla wygody i
przyjemności.
Chrześcijanin odnosi
się z szacunkiem do każdego, nawet do wroga lub inaczej
myślącego. Chrześcijanin nie niszczy życia swojego,
ani innych ludzi, szczególnie takich, którzy nie mogą
nic zrobić dla swej obrony. Jest obrońcą życia i nigdy
nie zgadza się na jakąkolwiek manipulację w tej dziedzinie.
Chrześcijanin jest wierny
słowu przysięgi małżeńskiej i nigdy nie zdradza, nie
oszukuje i nie jest powodem łez. Chrześcijanin nie
wyciąga ręki po rzeczy, które nie są jego własnością,
nie krzywdzi i nie niszczy.
Chrześcijanin kocha,
bo wie, że jest kochany. Wierzy w miłość trudną, ale
taką, która się nie kończy, przeciwnie - trwa na wieki.
Chrześcijanin nie ma
wypisane na czole, że jest nim, ale jego czyny mówią
wszystko. Nie wstydzi się robić znak krzyża świętego,
gdy przechodzi obok kościoła lub kapliczki przydrożnej.
Chrześcijanin ciągle
troszczy się o pogłębianie życia religijnego i postawy
moralnej. Stara się korzystać z nadarzającej się możliwości
pogłębiania wiedzy religijnej.
Można by jeszcze wiele
wyliczyć obszarów naszego życia, które czekają na
autentyzm chrześcijański. Jedno jest pewne, że czas
zerwać z taką nijakością. Może to zabrzmi radykalnie,
ale dziś nie można być tylko częściowo wierzącym.
Nie można uprawiać dwulicowości: Panu Bogu świeczka,
a diabłu ogarek. Dołóżmy wszelkich starań, aby Chrystus
w nas żył i dokonywał na nowo dzieła ewangelizacji.
..::
wstecz ::..
|