..:: o parafii >>>

..:: w Domu Pana >>>

..:: myśli z tygodnia

..:: msze święte >>>


..:: zespół caritas >


..:: grupy formacyjne

..:: schole >>>

..:: ministranci >>>

..:: foto album >>>


..:: ogłoszenia >>>


..:: aktualności >>>


..:: przemyślenia >>>


..:: odeszli od nas >


..:: kontakt >>>


..:: linki >>>

 
   
   
 

..:: Homilie ::..

..:: Rok 2006 >>>

..:: Rok A >>>

..:: Rok B >>>

..:: Rok C >>>

..:: Na różne okazje

..:: Konferencje ascetyczne adresowane do kapłanów >>>

..:: Inne materiały duszpasterskie >>>

 
   
   
 

..:: Homilie Rok A ::..

..:: wstecz ::..

   

VI NIEDZIELA WIELKANOCNA

Dziś znów musimy powrócić do problemu autentyczności naszej wiary. Skłania nas do tego Ewangelia dzisiejszej niedzieli. Pan Jezus mówi, że miłość do Niego znajduje swoje uzasadnienie i potwierdzenie w postawie życia według Jego przykazań.

Ta prosta zasada jest zarazem podstawowym sprawdzianem wiary. Jest ona również źródłem mocy przekazywanego Słowa Bożego. W Dziejach Apostolskich czytamy o wystąpieniu Filipa, którego tłumy słuchały w wielkim skupieniu. Działo się tak dlatego, że Filip czynił nadzwyczajne znaki, potwierdzające wypowiadane słowa. Podobnie czynili pozostali Apostołowie, a ich ostatecznym świadectwem była ofiara życia złożona Chrystusowi jako czyn potwierdzający wiarę i miłość.

Ludzie autentycznej wiary, potwierdzanej życiem, nie boją się krytyki, ponieważ mają za sobą siłę prawdy, która daje ostateczne wyzwolenie z lęku. W ostatnich dniach, (myślę tutaj o chorobie i śmierci Ojca świętego Jana Pawła II) mieliśmy dar niezwykłej lekcji autentyzmu chrześcijańskiego. Zresztą, ta lekcja trwała już od kilku lat, ale myśmy nie chcieli jej zauważyć. Ojciec święty dawał nam przepiękne świadectwo brania i dźwigania codziennego krzyża. Rożni ludzie atakowali papieża z powodu Jego niesprawności fizycznej. Mówili, że powinien ustąpić, spokojnie przejść na zasłużoną emeryturę. A Ojciec święty nie mówił nic. Nie odpowiadał na głosy krytyki, zjadliwe artykuły prasowe i rady płynące z różnych stron. Nie żalił się też na swoją niemoc, nie ustąpił z krzyża cierpienia i choroby. Nie wstydził się pokazywać cierpiącego ciała. Ludzie w końcu to zauważyli i przyszli, by oddać Mu hołd, ponieważ był autentyczny.

Dziś jest zbyt mało takich ludzi. Tymczasem zapotrzebowanie na taką postawę jest ogromne. Każdy z nas chciałby żyć w świecie uczciwych i godnych szacunku ludzi. Chcielibyśmy, aby słowa głoszone przez polityków, były przekładane na czyny, dobre decyzje i odpowiedzialne ustawy. Chcielibyśmy żyć w świecie małżeństw, które realizują swoje powołanie i trwają w związkach, zawartych w imię Chrystusa aż do śmierci. Chcielibyśmy spotykać tylko dobrych kapłanów, którzy całych siebie oddają na służbę Panu i są gotowi, tak jak apostołowie Chrystusa, oddać życie za głoszona prawdę.

Te wszystkie „pobożne życzenia” nie zależą od jednej tylko osoby, ale od nas wszystkich, którym przypadło w udziale nosić tak zaszczytne miano chrześcijan.

Musimy sobie na nowo odpowiedzieć na pytanie: Co to znaczy „być chrześcijaninem”?

Chrześcijanin ma tylko Jednego Boga i Jemu wierzy, z Jego Słowem się liczy i postępuje według Jego praw. Świętuje Dzień Pański i nie stawia sobie sztucznych ołtarzy dla wygody i przyjemności.

Chrześcijanin odnosi się z szacunkiem do każdego, nawet do wroga lub inaczej myślącego. Chrześcijanin nie niszczy życia swojego, ani innych ludzi, szczególnie takich, którzy nie mogą nic zrobić dla swej obrony. Jest obrońcą życia i nigdy nie zgadza się na jakąkolwiek manipulację w tej dziedzinie.

Chrześcijanin jest wierny słowu przysięgi małżeńskiej i nigdy nie zdradza, nie oszukuje i nie jest powodem łez. Chrześcijanin nie wyciąga ręki po rzeczy, które nie są jego własnością, nie krzywdzi i nie niszczy.

Chrześcijanin kocha, bo wie, że jest kochany. Wierzy w miłość trudną, ale taką, która się nie kończy, przeciwnie - trwa na wieki.

Chrześcijanin nie ma wypisane na czole, że jest nim, ale jego czyny mówią wszystko. Nie wstydzi się robić znak krzyża świętego, gdy przechodzi obok kościoła lub kapliczki przydrożnej.

Chrześcijanin ciągle troszczy się o pogłębianie życia religijnego i postawy moralnej. Stara się korzystać z nadarzającej się możliwości pogłębiania wiedzy religijnej.

Można by jeszcze wiele wyliczyć obszarów naszego życia, które czekają na autentyzm chrześcijański. Jedno jest pewne, że czas zerwać z taką „nijakością”. Może to zabrzmi radykalnie, ale dziś nie można być tylko częściowo wierzącym. Nie można uprawiać dwulicowości: „Panu Bogu świeczka, a diabłu ogarek”. Dołóżmy wszelkich starań, aby Chrystus w nas żył i dokonywał na nowo dzieła ewangelizacji.

..:: wstecz ::..

 
   
   
 
copyright © parafia makowiec 2005r.