| |
..::
Homilie Rok A ::..
..::
wstecz ::..
XV NIEDZIELA ZWYKŁA
Przypowieści to opowiadania
wzięte z życia codziennego. Tak też jest z dzisiejsza
przypowieścią. Starsi pamiętają takich siewców przepasanych
białym prześcieradłem i rzucających ziarno na ziemię.
Padało ono różnie - w jednym miejscu mniej, w innym
więcej , nie tak jak maszynowo. Rolnik musiał się
bardzo napracować, by na żniwa zbierać plon ze swojej
ziemi. Plony bywają różne, w zależności od jakości
gleby i jej nawilgocenia. Przy takich suszach jak
obecnie, trudno się spodziewać zbyt obfitych zbiorów
we żniwa. Trzeba nam się modlić o deszcz, by spragniona
ziemia mogła się wreszcie napić, a potem nakarmić
rzucone na nią ziarno.
Ten obraz wzięty z życia
mówi o tajemnicy Słowa Bożego, które Boży Siwca od
dwóch tysięcy lat rozsiewa na glebę ludzkiego serca.
Posługuje się wybranymi do tego zadania ludźmi ( w
jakimś sensie każdy chrześcijanin jest wybrany do
tego zadania), ale On sam jest pierwszym i najważniejszym
Siewcą. Glebą, na którą ów Siewca rzuca ziarno, jest
człowiek - jego serce. Owocem rozsiewanego ziarna
Słowa Bożego ma być Życie Boże rodzące się w nas,
a końcowym owocem będzie wieczne życie w Królestwie
Chrystusa.
Czy w każdym przypadku
należy się spodziewać, że rzucone ziarno Słowa Bożego
przyniesie oczekiwane owoce? Niestety, nie. Podobnie
jest z owocami uczniów chodzących do szkoły. Wszyscy
tak samo otrzymują dar wiedzy, ale nie takie same
owoce zbierają.
Od czego to zależy.
Wydaje się, że przede wszystkim od dwóch czynników.
Pierwszy to przyjmowanie słowa, które do nas dociera.
Doświadczenie mówi, że obecnie przeżywamy kryzys słuchania.
Nie umiemy i nie chcemy słuchać. Poczynając od małych
dzieci, które lekceważą sobie polecenia rodziców i
wychowawców, a kończąc na dorosłych, którzy w jeszcze
bardziej poważnych sprawach są głusi i obojętni na
słuchanie. Czasem ma się wrażenie, że mówiąc rzucamy
ziarnem o ścianę. Nie dociera ono do słuchacza. Współczesny
człowiek jest bardzo rozgadany i nawet w najbardziej
ważnych momentach nie potrafi się wyciszyć. Trudno
się dziwić, że w takiej atmosferze i przy takim nastawieniu,
nie dociera do nas ziarno Bożego Słowa. Bóg jest bardzo
delikatny i nie chce przekrzykiwać jazgotu odgłosów
tego świata. Tylko w atmosferze wyciszenia można usłyszeć
Jego głos. Dlatego, by dobrze przeżyć rekolekcje,
konieczne jest wyciszenie się i jakby odejście od
nawoływań tego świata. Czas wakacji stwarza taką
możliwość wyciszenia się, by spotkać, choćby na małą
chwilę, Pana Boga i usłyszeć to, co On chce mi powiedzieć
Myślę, że taka chwila jest bardzo potrzebna, bo inaczej
będziemy wewnętrznie puści i bardzo zagubieni. W tym
kontekście przeżywam duży niepokój o dzieci i młodzież
naszej parafii. Z chwilą rozpoczęcia się wakacji zdecydowanie
spadła ilość ministrantów służących do Mszy świętej,
a także dziewcząt śpiewających w scholi. Po prostu
ich nie ma. Owszem, widzę jak całymi dniami jeżdżą
na rowerach, Graja na boisku tuż obok kościoła i Bóg
wie, co robią w swoich domach, ale nawet jednego dnia
nie poświęcą dla Pana Boga, uczestnicząc w Najświętszej
Ofierze. Tym bardziej jest to smutne i przykre, że
przecież dzieje się to wszystko na oczach ich rodziców
i dziadków, którzy nie reagują. Proszę mi powiedzieć
- jak Bóg ma do nich dotrzeć ze swoim Słowem, jeśli
nie dają żadnej szansy łasce Bożej? Przy takim nastawieniu
trudno marzyć o powołaniach zakonnych i kapłańskich,
a także o dobrych małżeństwach i wzorowych rodzinach.
Drugim czynnikiem, od
którego zależy obfitość plonów Bożego Słowa, jest
pielęgnowanie przyjętego Słowa.
Doświadczenie wyjęte
z przypowieści, mówi o konieczności stworzenia warunków
dla rzuconego ziarna. Skała, czy tez droga, po której
chodzą ludzie, a także atmosfera cierni, nie stwarzają
dobrych warunków dla rozwoju rzuconego ziarna i jego
plonów.
Jako żywo można wymienić
sytuacje, w jakich Słowo Boże rzucone na glebę naszego
serca, nie ma szans na owocowanie.
Wspomnę o jednym z najwspanialszych
siewców naszych czasów, jakim był Sługa Boże, Ojciec
święty Jan Paweł II. W ciągu 27 lat pontyfikatu, napracował
się siejąc ziarno Słowa Bożego na glebę naszych serc.
Przez chwilę zachwycaliśmy się Jego słowem, wielokrotnie
cytowaliśmy te słowa. Nawet mówiło się, że to pokolenie
jest pokoleniem JP II. Tyle nadziei zrodziło się
w pamiętnych dniach cierpienia i śmierci Jan Pawła
II. A dziś? Jakie jest to pokolenie JP II? Ostatnio
czytałem ciekawy artykuł na ten temat. Autor pyta
o to, czy dziś można mówić o prześladowaniach albo
przejawach wrogości wobec katolików. Spotkał się z
odpowiedzią Jak to? Dlaczego katolicy mieliby być
prześladowani? Przecież oni są niegroźni. Jeden człowiek
chodzi na ryby, a inny do kościoła. Takie hobby. Czy
komukolwiek przyszłoby na myśl, aby prześladować wędkarzy?!.
Współczesne pokolenie JP II boi się, by przypadkiem
nie być posądzonym o nienowoczesność. Leśna nimfa
albo fontanna-delfin w ogrodzie może jeszcze wyglądać
ciekawie (choć kiczowato), ale rzeźbiona figurka Chrystusa
Frasobliwego to już ryzyko obciachu. Przeczytać
gazetę do porannej kawy potrafi każdy tatuś, ale czy
którykolwiek klęknie rano do modlitwy z swoim dzieckiem?
Czy w takiej atmosferze
ziarno Słowa Bożego ma szansę przynieść plon? Czy
w takiej atmosferze jest szansa, by usłyszeć Boże
powołanie do kapłaństwa czy zakonu i je rozwinąć?
..::
wstecz ::..
|
|