| |
..::
Homilie Rok B ::..
..::
wstecz ::..
VII NIEDZIELA ZWYKŁA
/ B
Ojciec święty w jednym
z listów adresowanych do kapłanów na Wielki Czwartek,
wspomniał o niezwykle dramatycznych sytuacjach w jakich
żyli ludzie wierzący na terenie Związku Radzieckiego.
Na przestrzeni wielu dziesiątków kilometrów nie było
kapłana, albo był tylko jeden, który musiał obsłużyć
wielki obszar. Jak trudno było doczekać się kapłana,
który udzieliłby rozgrzeszenia, ochrzcił narodzone
dziecko, pośredniczył w spotkaniu z Bogiem. Wstrząsające
były sytuacje niedzielnych spotkań wokół ołtarza
bez udziału kapłana. Rozkładano kapłański ornat i
czytano teksty liturgiczne Mszy świętej, a gdy przychodził
moment przemienienia, zapadało długie milczenie przerywane
płaczem. Opisana sytuacja w jakimś sensie nawiązuje
do tej, którą opisuje święty Marek w dzisiejszej Ewangelii.
Niełatwo było dotrzeć do Jezusa z niesionym na noszach
sparaliżowanym człowiekiem. Palca nie było gdzie wcisnąć.
Ale niosący owego człowieka nie zrezygnowali. Zrobili
wszystko, by stanąć przed Panem. Nie udało się wejść
drzwiami, więc wykorzystali otwór w suficie. Ile było
wiary w ich sercach, skoro podjęli taki wysiłek. Oni
nie mieli wątpliwości, że to przyniesie oczekiwany
owoc.
Zastanawiam się, ile
każdy z nas, obecnych na niedzielnej Eucharystii,
musiał podjąć trudu, by dziś stanąć przed obliczem
Pana. Ile nas to kosztowało? Z czego zrezygnowaliśmy?
Powinniśmy dziękować Panu Bogu za to, że nie musimy
wchodzić przez sufit, ani spotykać się przy zamkniętych
futrynach okiennych z obawy przez represjami. Nie
musieliśmy też pokonywać bardzo wielu kilometrów na
pieszo, ani wsiadać do zatłoczonego autobusu, by stanąć
dziś na Ofierze Eucharystycznej. Wszystko tak łatwo
osiągamy. Wyszliśmy po prostu na spacerek i weszliśmy
przez szeroko otwarte drzwi naszej świątyni. Usiedliśmy
wygodnie w ławce, a Jezus już na nas czekał. Takie
wszystko łatwe i proste. Chyba gorzej jest tylko z
nasza wiarą w Tego, który składa siebie w ofierze
dla nas.
Powróćmy na chwilę do
treści dzisiejszej Ewangelii. Ów paralityk, który
doznał łaski uzdrowienia, miał szczęście posiadać
w swoim otoczeniu bardzo dobrych ludzi, takich, którzy
byli gotowi podjąć trud przyniesienia go do Jezusa.
Sam przecież nie był w stanie tutaj dotrzeć. To oni
go włożyli na nosze, wciągnęli na górę i spuścili
przez otwór w sam środek pomieszczenia, przed Jezusa.
W naszej drodze do Boga
bywa bardzo podobnie. To prawdziwe szczęście mieć
takich ludzi wokół siebie, którzy zaniosą, albo zaprowadzą
mnie do Jezusa. To jest przecież najlepsze co można
zrobić dla drugiego człowieka zanieść go do Jezusa.
Jakżesz cudowne były ręce matki, które owinęły nas
niegdyś w kocyk, by zanieść do świątyni na chrzest.
To było nasze pierwsze spotkanie z Bogiem. Wtedy jeszcze
nieświadome, ale przecież inicjujące moje dojrzałe
więzi i spotkania z Bogiem. Później było mnóstwo innych,
wspaniałych ludzi, którzy pomagali spotykać się z
Bogiem.
Jednym z istotnych elementów
wychowania człowieka jest prowadzenie go do Boga.
Trzeba zawsze dziękować za takich rodziców, kapłanów,
przyjaciół, którzy wiedzą w jakie ręce oddać człowieka
z jego chorobami, różnymi problemami, z perspektywą
wyboru powołania życiowego. Jest okazja, by podziękować
za tych, którzy wskazali nam drogę do różnych wspólnot,
gdzie dokonywała się nasza formacja religijna, społeczna
i kulturalna, gdzie spotykaliśmy Chrystusa.
..::
wstecz ::..
|
|