..:: o parafii >>>

..:: w Domu Pana >>>

..:: myśli z tygodnia

..:: msze święte >>>


..:: zespół caritas >


..:: grupy formacyjne

..:: schole >>>

..:: ministranci >>>

..:: foto album >>>


..:: ogłoszenia >>>


..:: aktualności >>>


..:: przemyślenia >>>


..:: odeszli od nas >


..:: kontakt >>>


..:: linki >>>

 
   
   
 

..:: Homilie ::..

..:: Rok 2006 >>>

..:: Rok A >>>

..:: Rok B >>>

..:: Rok C >>>

..:: Na różne okazje

..:: Konferencje ascetyczne adresowane do kapłanów >>>

..:: Inne materiały duszpasterskie >>>

 
   
   
 

..:: Homilie Rok B ::..

..:: wstecz ::..

   

XVII NIEDZIELA ZWYKŁA

Przed kilkunastu laty prowadziłem rekolekcje w Starachowicach-Michałowie w parafii Królowej Polski. Jeden z dni rekolekcyjnych był poświęcony chorym. Bardzo mnie wzruszyła rozmowa z jedną staruszką. Ówczesna kaplica w Michałowie stała na górce, a dom wspomnianej staruszki stał u podnóża tej górki. Staruszka mówiła ze łzami w oczach, że całymi dniami siedzi przy oknie i największy smutek ogarnia ją w godzinie Mszy świętej, gdy widzi ludzi idących do kościoła, a ona pójść nie może. Jednym z największych jej pragnień było uczestnictwo we Mszy świętej. Tego zaś uczynić nie mogła. „O szlachetne zdrowie, ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie, kto cię stracił” (Jan Kochanowski). Może jest tak ze wszystkimi darami? Ojciec święty Jan Paweł II przypominając o znaczeniu Eucharystii, opisywał sytuację, gdy na niedzielnej liturgii w krajach, w których nie ma kapłanów, gromadzą się ludzie. Odprawiają liturgię taką samą, jak we Mszy świętej. Dochodzą jednak do słów konsekracji i wtedy w kościele zapada głuche milczenie przerywane płaczem. Nie wypowiadają słów, które skutecznie może wypowiedzieć kapłan. I cierpią, bo brak im Eucharystii, brak im tego cudownego rozmnożenia niebieskiego chleba, którego my możemy być świadkami codziennie. Tydzień temu odwiedziłem jedną z parafii naszej diecezji. Od kwietnia choruje proboszcz tej parafii. Miałem zorganizować zastępstwo za chorego kapłana. W wakacje jednak jest to bardzo trudne, a i ja za późno się do tego zabrałem. Nikogo nie było. Pojechałem sam. Spotkałem ludzi, którzy od pół roku sami organizują życie parafii, ale zawsze muszą czekać na księdza, który odprawi im Mszę świętą. Jakaż niepewność, czy ksiądz przyjedzie, czy nie! Jakież oczekiwanie! Pragnienie Eucharystii! Kiedy dzisiaj czytamy o cudownym rozmnożeniu chleba, tym ze Starego Testamentu, i tym z Ewangelii, to przecież dlatego, aby zrozumieć sens, znaczenie Eucharystii. Aby ona stała się ośrodkiem naszego życia. Bo w Eucharystii ukryte jest nasze życie. Jezus bierze do rąk chleb i rybki przyniesione przez małego chłopca, którego Apostoł Andrzej wypatrzył w tłumie ludzi. Jest to dla nas bardzo czytelne. To tak jak w naszej parafii codziennie ktoś przynosi do ołtarza chleb i wino i przekazuje kapłanowi, aby on działając w imię Jezusa pobłogosławił chleb i podał braciom. W tym chlebie przynoszonym do ołtarza bardzo często jest ukryta cała ludzka nadzieja, cała miłość i mocna wiara. Bo skoro ten chleb staje się Ciałem Chrystusa, tak jak ten ewangeliczny został rozmnożony, i skoro ja go przyjmuje, to przecież nie ma nic niemożliwego. „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.
„Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. A Tym, który mnie umacnia jest sam Jezus. W Eucharystii każdy z nas znajduje swoje miejsce i każdy z nas jest tak samo ważny. Pięknie to widać w procesji komunijnej, kiedy zbliżamy się do Chrystusa i tutaj nie ma znaczenia ani wiek, ani płeć, ani kolor skóry, ani język. Mieszają się ludzie w tej drodze do Jezusa, bo każdy jest tak samo ważny i przed każdym tak samo kapłan wskazuje na ten sam Chleb i mówi „Ciało Chrystusa”, a każdy tak samo odpowiada „Amen” - „Tak, wierzę”. Jeden Chleb, z którego wszyscy pożywamy. W nim łączą się wszystkie nasze sprawy, bo z wielu ziaren pochodzi, i z niego wszyscy czerpiemy. Różnych dróg poszukiwałem w życiu. Często nie za bliskich Pana Boga. Aż pewnego dnia zrozumiałem, że to wszystko odnajduję w Chrystusie i w Eucharystii. Było to dopiero w trzeciej klasie liceum. Bardzo późno! Ale od tamtego czasu w zasadzie nie było dnia, żebym nie uczestniczył we Mszy świętej. Cieszę się, że wielu z nas, podobnie znajduje siłę dla codziennego życia w Eucharystii. Liczę, że będzie ich jeszcze więcej. Może niekoniecznie od razu codziennie, ale raz albo dwa razy w tygodniu. Spróbujcie! To nie jest trudne! Niedzielna Msza święta to obowiązek, ale co to za miłość, która ogranicza się do wypełniania obowiązków?! To spotkanie z chorą w Starachowicach przypomina mi scenę ze słynnego rosyjskiego filmu „Pokuta”. Staruszka w ostatniej scenie tego filmu pyta: Która droga prowadzi do kościoła? Pada odpowiedź: U nas nie ma kościoła. Staruszka mówi: To po co nam taka droga, która nie prowadzi do kościoła?

Ks. Sławomir Fundowicz

..:: wstecz ::..

 
   
   
 
copyright © parafia makowiec 2005r.