..:: o parafii >>>

..:: w Domu Pana >>>

..:: myśli z tygodnia

..:: msze święte >>>


..:: zespół caritas >


..:: grupy formacyjne

..:: schole >>>

..:: ministranci >>>

..:: foto album >>>


..:: ogłoszenia >>>


..:: aktualności >>>


..:: przemyślenia >>>


..:: odeszli od nas >


..:: kontakt >>>


..:: linki >>>

 
   
   
 

..:: Homilie ::..

..:: Rok 2006 >>>

..:: Rok A >>>

..:: Rok B >>>

..:: Rok C >>>

..:: Na różne okazje

..:: Konferencje ascetyczne adresowane do kapłanów >>>

..:: Inne materiały duszpasterskie >>>

 
   
   
 

..:: Homilie Rok B ::..

..:: wstecz ::..

   

XXVI NIEDZIELA ZWYKŁA

CHRZEŚCIJAŃSTWO. Czym ono jest dla mnie? Chrześcijaństwo to moja religia. W niej się urodziłem, dorastałem, uczyłem się poznawać świat i moje miejsce w tym świecie. Chrześcijaństwo to moja rodzina. Uczę się w niej kochać ludzi, nazywać ich braćmi i przyjaciółmi.

Takie patrzenie na swoją religię jest być może zbyt idealne, ale przecież w tym znajdujemy najszczytniejsze powołanie i drogę ku zbawieniu. Takiego patrzenia na naszą religię winniśmy się ciągle na nowo uczyć.

Snując rozważania na temat naszej religii, ciągle brakuje nam odpowiedzi na niezwykle ważne pytanie: Jakie winno być moje miejsce w chrześcijaństwie? Nie wystarczy przecież być chrześcijaninem – katolikiem, trzeba jeszcze żyć swoją wiarą. W potocznych rozmowach, często pojawia się termin „opłacalności czegoś” lub „nieopłacalności”. Taka motywacja staje motorem naszych decyzji i działań. Dotyczy to sfery gospodarczej, ale bardzo często również sfery moralnej, bądź religijnej. To, że dotyczy sfery gospodarczej – zrozumiałe, ale jak można tak samo uzasadniać działania moralne czy religijne? Dlaczego naukę Jezusa, naszego Boga, zamykamy w murach naszych świątyń, nie pozwalając, by wszedł w nasze codzienne życie religijne i moralne? Dlaczego nie pozwalamy, by Jezus decydował o naszym życiu i podejmowanych decyzjach? Dlaczego ciągle musimy się obracać w kręgu ekonomicznej opłacalności lub nieopłacalności? Ekonomia nigdy nie podpowie, że trzeba komuś podać kubek wody za darmo, albo, że trzeba przebaczyć człowiekowi, który naraził cię na jakąś stratę materialną. Ekonomia ma bardzo surowy sposób rachowania. Ten sposób rachowania nigdy nie podpowie ci, że trzeba się poświęcić, nie spodziewając się niczego w zamian, że trzeba przyjść z pomocą utrudzonemu bratu. Słuchając ekonomicznego głosu, nigdy nie wybudowalibyśmy tej świątyni metodą gospodarczą. Nie byłoby też żadnych działań charytatywnych, ani wyjazdów z dziećmi na zawody sportowe, parafialną oazę; nie byłoby niczego, co nie daje ekonomicznej gwarancji zysku.

Moje miejsce w rodzinie chrześcijańskiej wymaga, by wypełnić swoje życie Ewangelią, wprowadzaniem jej w naszą codzienność. Moje miejsce w chrześcijaństwie wymaga, by Chrystusowa nauka stała się motywacją moich działań. Bardzo często w ramach programów telewizyjnych czy radiowych, dotyczących tzw. trudnych tematów, pojawiają się daleko idące różnice zdań, wypowiadanych przez wyznawców tej samej religii chrześcijańskiej. Czyżby Chrystus inaczej mówił do niej i do niego? Czyżby inaczej mówił do tej dziewczyny i do tamtej? Nie, Chrystus mówi do wszystkich tak samo. Tylko my usiłujemy Go rozumieć tak, jak jest nam wygodniej.

Moje miejsce w chrześcijaństwie wymaga, by dać dobre świadectwo o swojej religii. Czasem pukają do naszych drzwi dziwni ludzie. Trzymają w ręku Biblię i chcą o niej rozmawiać. Jesteśmy na nich źli i mamy pretensje, że nas nachodzą, że bez upoważnienia robią zamieszanie w naszych głowach i sercach. Czasem nam wstyd, że oni – mowa tu o Świadkach Jehowy - tak dużo, choć przewrotnie, wiedzą o Piśmie świętym, a my tak mało albo nic. Przykro, że oni znajdują czas na niedzielną wędrówkę od domu do domu, narażając się przy tym na zamykanie drzwi „przed nosem”, my tymczasem, nie czytamy Biblii, nie chcemy pogłębiać swojej wiedzy religijnej, panicznie boimy się przynależności do jakiejś grupy formacyjnej – np. Kręgu Rodzin, ani nie zachęcamy naszych dzieci, by poprzez przynależność do takiej grupy, pogłębiały swoją wiarę i znajomość nauki Chrystusa, naszego Pana. A jak już ktoś wpisał się do jednej z grup, to często jest krytykowany i wyśmiewany, bo ma trochę inne zdanie, bo nie jest z nami, bo się wyłamał z naszego utartego świata. Tak trudno nas zachęcić do ewangelizacji innych, do dawania świadectwa o swojej wierze. Z drugiej strony obserwujemy bardzo niebezpieczne zjawiska, które wszystkich bulwersują. Oto bardzo młody chłopak, jeszcze gimnazjalista, przychodzi niby na Mszę świętą, a stoi pod sklepem oddalonym o 150 metrów od świątyni i uważa, że jest na Eucharystii; inny pali papierosa pod wieżą kościelną i też uważa, że spełnia obowiązek niedzielny. Pojawia się pytanie: Kto ich tego nauczył? Kto ich tak zgorszył? Kto pokazał drogę do takiego życia? Ktoś zapomniał dać im dobrego świadectwa o wierze i miłości do Boga.

Kochani, musimy się nauczyć brać odpowiedzialność za swój Kościół. Musimy się nauczyć współodpowiedzialności za nasz parafialny Kościół. To jest nasze powołanie i zarazem powinność. Czasem trzeba nawet coś stracić, aby Chrystus mógł w nas wzrastać.

..:: wstecz ::..

 
   
   
 
copyright © parafia makowiec 2005r.