..:: o parafii >>>

..:: w Domu Pana >>>

..:: myśli z tygodnia

..:: msze święte >>>


..:: zespół caritas >


..:: grupy formacyjne

..:: schole >>>

..:: ministranci >>>

..:: foto album >>>


..:: ogłoszenia >>>


..:: aktualności >>>


..:: przemyślenia >>>


..:: odeszli od nas >


..:: kontakt >>>


..:: linki >>>

 
   
   
 

..:: Homilie ::..

..:: Rok 2006 >>>

..:: Rok A >>>

..:: Rok B >>>

..:: Rok C >>>

..:: Na różne okazje

..:: Konferencje ascetyczne adresowane do kapłanów >>>

..:: Inne materiały duszpasterskie >>>

 
   
   
 

..:: Homilie Rok B ::..

..:: wstecz ::..

   

XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA

Jednym z bardzo bolesnych problemów współczesności jest plaga rozwodów.

Badania socjologiczne wykazały ścisłą zależność pomiędzy ilością rozwodów a nasilaniem się tendencji liberalizacji życia chrześcijańskiego. Gdy w 1915 r. zaczęto w Stanach Zjednoczonych propagować antykoncepcję i sterylizację liczba rozwodów wzrosła o 500%. Podobne zjawisko odnotowano w krajach, które znane są z tendencji liberalnych, które zachęcają do bardzo szeroko rozumianej wolności (bez jakichkolwiek ograniczeń).

Problem rozwodów jest tym bardziej bolesny, gdy dotyczy ludzi wierzących. Zapomnieliśmy o tym, że chrześcijanin o pewne sprawy powinien pytać Pana Boga: Czy wolno? I oto Jezus, Syn Boży, odpowiada: Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela.

Bóg dał początek tajemnicy małżeństwa. Stwórca sam ocenił, że nie jest dobrze, by mężczyzna był sam. I dlatego uczynił stosowną dla niego pomoc. Jest nią kobieta, stworzona na obraz i podobieństwo Pana Boga, stanowiąca wraz z mężczyzną jedność. Tajemnicę małżeństwa wyniósł Jezus Chrystus do godności sakramentu i uczynił znakiem swojej miłości do Kościoła.

Jesteśmy tego świadomi, szczególnie wtedy, gdy stajemy przed ołtarzem Pańskim w dniu uroczystości zaślubin dwojga ludzi, którzy się odnaleźli w wielkim świecie, pośród milionów innych ludzi. Stojąc tak w obliczu Chrystusa i urzędowego świadka, jakim jest kapłan błogosławiący związek, gorąco zabiegamy o to, by Chrystus wszedł w życie tych dwojga ludzi i uczynił ich nierozerwalną wspólnotą miłości. Później jednak przychodzi szara codzienność ze wszystkimi okropnościami i trudami życia. Znika wielki czar weselnych uroczystości, pięknych życzeń i wspaniałych planów na przyszłość. Nagle słyszy się głosy: pomyliliśmy się! To miało być inaczej!

Pytanie: jak miało być? Czy zawsze miała być muzyka weselna i „gorzka wódka”? To wszystko było tylko na tę jedną noc, a później życie ze wszystkimi urokami. Jeśli małżonkowie autentycznie zapraszali Chrystusa do swojego życia, to zapraszali Go właśnie na tę szarą, czasem bardzo nieznośną, codzienność, która ma trwać aż do końca życia. Niektórzy buntują się na takie postawienie sprawy. Tym bardziej, że słyszą zewsząd liberalne wołanie: Nie bądź głupia, masz przecież prawo do własnego szczęścia i wolności. Nie będzie ci Kościół nakazywał i zakazywał!

Bracia i Siostry! Z Sakramentu Małżeństwa nie można kpić. Bo wtedy kpi się z samego Chrystusa. „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela!” Mamy bardzo piękne przykłady małżeńskiej wierności przeżywanej do końca. Do pewnego proboszcza przychodzi mężczyzna w sile wieku i prosi o Mszę świętą z okazji srebrnego jubileuszu małżeństwa. W oznaczonym dniu mąż przywiózł swoją żonę w wózku, zaniósł na rękach, jak bezradne dziecko, przed ołtarz. Gdy żona zauważyła, że ten obraz zrobił wielkie wrażenie na księdzu, powiedziała: „Ksiądz na pewno się temu dziwi, już 24 lata jestem kaleką. W rok po naszym ślubie zostałam kaleką i ciężarem dla męża. A jednak z dumą oświadczam, że mój mąż przez wszystkie te lata tak mnie kochał, tak był wierny, jak w pierwszym roku naszego małżeństwa.

Z Sakramentu małżeństwa nie można kpić. Nie można też kpić z dzieci, którym przekazało się życie i oni potrzebują obydwojga rodziców. Nie można pozbawiać dzieci matczynego i ojcowskiego ciepła.

Może ktoś zapyta: Czy w takim razie jedno z małżonków musi do końca życia cierpieć, gdy drugie zadaje cierpienie, np. przez pijaństwo, awanturnictwo i całkowitą niedojrzałość do małżeństwa? Nie jest tak do końca. Małżeństwo jest powołaniem do miłości, która prowadzi do zbawienia. Jeżeli ktoś nie dojrzał do takiej miłości, nie powinien w ogóle zawierać małżeństwa. Jeśli zawarł, to być może nieważnie. W Kościele nie ma rozwodów, ale nie ma też skazywania kogoś na cierpienie z powodu fatalnego życia małżeńskiego. Jest instytucja separacji, bez możliwości zawierania innego małżeństwa, jest sąd kościelny, który bada ważność zawartych małżeństw. Jest też konfesjonał, który ma moc zawrócić na prawą drogę tych, którzy błądzą i chodzą krętymi drogami. Tam Chrystus powie małżonkom, by wrócili do pierwszej miłości, by się odnaleźli.

..:: wstecz ::..

 
   
   
 
copyright © parafia makowiec 2005r.