| |
..::
Homilie Rok B ::..
..::
wstecz ::..
XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA
Wsłuchani w dzisiejszą
Ewangelię, jakby czujemy, ze Pan Jezus chce nam postawić
kilka, bardzo istotnych pytań, dotyczących modlitwy.
Przede wszystkim: Czym powinna być modlitwa w naszym
życiu? Najprościej jest powiedzieć, że modlitwa to
rozmowa z Panem Bogiem. Wejdźmy jednak nieco głębiej
w to zagadnienie.
W ciągu dnia przeprowadzamy
bardzo wiele rozmów z różnymi ludźmi. Owoce tychże
rozmów bywają bardzo różne: czasami przynoszą radość,
innym razem smutek, umocnienie, chęć do życia, wzbogacenie
wiedzy itd. Na jedne rozmowy bardzo czekamy, zaś inne
są jedynie koniecznością, wynikłą z wzajemnych relacji.
A rozmowa z Bogiem - co ona wnosi w twoje życie? Czy
na nią czekam? Może ktoś powie w tym momencie: Nic
nie wnosi
nawet jej nie zauważyłem. Dlaczego? Może
więc warto czegoś się dowiedzieć na temat modlitwy?
Wielu mistrzów modlitwy
na pierwszym miejscu stawia świadomość obecności Pana
Boga. To zasadniczy warunek naszego dialogu z Panem
Bogiem - świadomość, że jestem przed Jego obliczem,
wchodzę w bardzo osobisty kontakt z Tym, który mnie
kocha i chce mnie w tej chwili słuchać. Szalenie ważne
przygotowanie się do dialogu z Bogiem. Jeszcze raz
przypomnę, że polega ono na świadomości, że Bóg jest.
W tym kontekście, jasne staje się stwierdzenie, że
modlitwa jest wartością, którą posiadają jedynie ludzie
wierzący. Wiara bowiem kieruje naszą myśl ku Panu
Bogu i tylko dzięki wierze możliwy jest ów kontakt
z tym, który Jest. Ojciec święty, w znanej książce
Przekroczyć próg nadziei, na pytanie dotyczące modlitwy,
powiedział, iż nam się wydaje, że to my jesteśmy inicjatorami
modlitwy, tymczasem jest odwrotnie: Bóg zaczyna w
nas się modlić. Posiadanie świadomości Boga prowadzi
na spotkanie z Nim. Tymczasem nasza codzienna praktyka
modlitewna wskazuje na to, że często modlitwę traktujemy
jako coś, co trzeba zrobić - podobnie jak się robi
wiele innych rzeczy - zapominając, że jest to spotkanie
bardzo osobiste z Kimś, kto Jest. Ważne jest miejsce
modlitwy, czas modlitwy, a także moja osobista dyspozycja
- stan mojej psychiki i ducha.
Absolutnym Mistrzem
modlitwy jest Jezus Chrystus - Syn Boży. On jest ustawicznie
zjednoczony ze swym Ojcem. Często udaje się na miejsce
osamotnienie, by być sam na sam z Bogiem. Modlitwa
Pana Jezusa poprzedza każdą ważną decyzję i każdy
czyn, poprzez który ma dać świadectwo prawdzie. Gdy
przychodzą chwile bardzo trudne, pełne cierpienia
i samotności, nie rozpacza, nie wyrywa sobie włosów
z głowy i nie zakłada pętli na szyję, ale pada na
kolana przed Bogiem.
A my? Boimy się bycia
tylko z Bogiem, tylko dla Niego. Nawet wchodząc do
świątyni, uciekamy jak najdalej od ołtarza, by nie
być na oku Pana Boga. Niektórzy stają na zewnątrz,
tłumacząc się dusznością i brakiem powietrza. A tak
naprawdę chodzi o unikanie spotkania z Tym, który
zaprosił na ucztę.
Zawsze w środę popielcową
czytamy tekst Ewangelii, który wprowadza nas w przeżycia
wielkopostnej pokuty. Jest tam również mowa o modlitwie.
Pan Jezus zachęca, abyśmy mieli swoją izdebkę, gdzie
widzi mnie tylko Bóg, a ja widzę tylko Jego. Dobre
przygotowanie się do modlitwy wymaga takiej izdebki.
Na modlitwie mamy być
wytrwali. Czasem aż do znudzenia powtarzając wciąż
te same słowa, jak refren psalmu, albo różańcowe
zdrowaśki, które prowadzą w końcu do otwarcia Drzwi
Bożego Miłosierdzia. Mamy pod tym względem wiele zaległości.
Problemem naszych spotkań z Bogiem jest nasz słomiany
ogień, który trwa zawsze krótko i niezbyt gorąco.
Ileż dni bez modlitwy - nocy i poranków bez spotkania
z Bogiem. Modlitwa musi zapalić całego człowieka,
musi go ogarnąć i wejść w jego codzienność - tę rodzinną,
małżeńską, zawodową i międzyludzką.
Boże, poprowadź na spotkanie
ze sobą!
..::
wstecz ::..
|
|