..:: o parafii >>>

..:: w Domu Pana >>>

..:: myśli z tygodnia

..:: msze święte >>>


..:: zespół caritas >


..:: grupy formacyjne

..:: schole >>>

..:: ministranci >>>

..:: foto album >>>


..:: ogłoszenia >>>


..:: aktualności >>>


..:: przemyślenia >>>


..:: odeszli od nas >


..:: kontakt >>>


..:: linki >>>

 
   
   
 

..:: Homilie ::..

..:: Rok 2006 >>>

..:: Rok A >>>

..:: Rok B >>>

..:: Rok C >>>

..:: Na różne okazje

..:: Konferencje ascetyczne adresowane do kapłanów >>>

..:: Inne materiały duszpasterskie >>>

 
   
   
 

..:: Homilie Rok C ::..

..:: wstecz ::..

   

III NIEDZIELA ADWENTU

Adwentowy prorok, św. Jan Chrzciciel, przygotowywał ludzi zgromadzonych nad Jordanem na pojawienie się Mesjasza. Mówił o konieczności prostowania ścieżek swego życia i wyrównywania pagórków i dolin. Ludzie zaś, pytali go: „Co mamy czynić?” Pytali o to żołnierze, celnicy i wielu innych. Każdy otrzymywał odpowiedź na miarę swego stanu i zawodu. Przed każdym pytającym stało inne do spełnienia zadanie.

Może i my powinniśmy zapytać: Co mamy czynić, aby Pan zastał nas gotowych na Betlejemską Noc, a nade wszystko na Jego powtórne przyjście?

Opatrzność Boża daje nam bardzo wiele sposobności do tego, by się przygotować na spotkanie z Panem. Za nami już rekolekcje adwentowe i spowiedź. Wielu skorzystało z tych pobożnych praktyk. Wielu też korzysta z daru codziennej Mszy świętej roratniej, by wraz z Maryją uczyć się czuwania. Dzieci spełniają roratnie zadania. Te wszystkie praktyki religijne powinny zostawiać jakiś ślad w naszym życiu. Posługując się słowami św. Jana Chrzciciela - powinno się dokonywać prostowanie ścieżek i dróg naszego życia. Ze smutkiem trzeba powiedzieć, że zbyt często jest tak, że wiele obiecujemy, planujemy… i wszystko zostawiamy po staremu. Dalej się gniewamy, jak gniewaliśmy się, dalej jesteśmy wrzaskliwi i nieznośni, dalej nie mamy czasu na choćby maleńką chwilę modlitwy i zbyt łatwo dyspensujemy się z niedzielnego obowiązku udziału we Mszy świętej. A przecież mówiliśmy, że obiecujemy poprawę, że wreszcie sprawimy radość Panu Bogu, a w sercu zrobimy miejsce dla nadchodzącego Mesjasza. Kiedy wreszcie dokonamy omłotu, by to, co najlepsze zebrać i zostawić w sercu - jak ewangeliczną pszenicę - a plewy zła spalić w ogniu pokuty.

Mówimy, że adwent jest czasem pełnym radości. Tak, to prawda. Ale przecież prawdziwa radość jest możliwa tylko wtedy, gdy jest wewnętrzna wolność i czystość sumienia. Ewangeliczny ojciec ucieszył się wtedy, gdy marnotrawny syn powrócił do domu. Radość z przemiany serca, ujawniająca się w przemianie myślenia i czynów, jest autentyczną radością.

Koniecznie trzeba zmienić jakość naszego myślenia: o rodzinie, małżeństwie, o wychowaniu dzieci i odpowiedzialności za nie.

Co mamy czynić? - pytali celnicy i żołnierze. Bądźcie uczciwi i prawi - tak można skomentować odpowiedź św. Jana Chrzciciela na postawione pytanie. Jest bardzo wiele do zrobienia w naszych małżeństwach i rodzinnych Kościołach Domowych. Musi stanąć ten „stół miłości”, o którym wspomniał rekolekcjonista adwentowy tydzień temu. Trzeba by usiąść do tego stołu i wyprostować miłość małżeńską, która już od dawna jest pokrzywiona. Trzeba wreszcie, by małżonkowie zdali sobie sprawę z powinności małżeńskich wobec siebie nawzajem i wobec dzieci. Jeżeli każde małżeństwo jest „małym Kościołem Domowym”, a przecież według zamysłu Bożego takim jest, to powinna być wspólna celebracja modlitwy rodzinnej, przynajmniej wieczornej. Powinno być wspólne czytanie Pisma świętego. Czy tylko raz w roku - podczas Wigilii przed Bożym Narodzeniem - stać nas na rodzinną kolacje uprzedzoną modlitwą? Czy tylko raz w roku nas stać na ciepłe słowa kierowane nawzajem do siebie w ten jedyny dzień w roku? A może w wielu domach i tego nie ma? Co w takim razie pozostało w nas z tego co się zwie „RODZINĄ”? To jest ta dziedzina, która wymaga omłotu, by usunąć plewy z małżeńskiego życia.

Kochani, wydaje mi się, że wszyscy przyzwyczailiśmy się robić wiele rzeczy z tzw. „rozpędu”. Przychodzi 1 listopada - trzeba uprządkować groby i zapalić świeczkę na miejscu spoczynku naszych bliskich. Przychodzi niedziela - trzeba pójść na Mszę świętą. Przyjdzie Boże Narodzenie - to trzeba pójść na Pasterkę. Nie mówię, że to są złe przyzwyczajenia, ale brakuje w nich czegoś, co dałoby tym przeżyciom nowego ducha. Każde rekolekcje, każdy dzień skupienia i każda spowiedź - mają dokonać omłotu, mają nas odnowić i poprowadzić na spotkanie z Tym, który jest i czeka.

Co mamy czynić? - pytamy proroka znad Jordanu. Wszystko wydaje się być ważne i o niczym nie wolno zapominać. Trzeba posprzątać mieszkanie, stanąć w kolejce po karpia i trzeba wybrać maleńki upominek pod choinkę, ale trzeba też dokonać omłotu, wziąć do ręki Pismo święte i czekać z radością na Pana.

..:: wstecz ::..

 
   
   
 
copyright © parafia makowiec 2005r.