| |
..::
Homilie Rok C ::..
..::
wstecz ::..
XXIV NIEDZIELA ZWYKŁA
Lektura Ewangelii o
synu marnotrawnym skłania do postawienia sobie pytania:
Czy nie powinniśmy wreszcie pomyśleć o powrocie do
Ojca? Ale nie kogoś, o kim zwykło się mówić, że powinien
się zmienić, nawrócić, ale o nas samych - o mnie i
o tobie, o każdym z nas obecnych dziś na Eucharystii.
Pewnie pomyślisz sobie,
że na szczęście ty nie musisz nigdzie wracać, bo przecież
nie odchodziłeś. Czy od dawna tak myślisz? Może nigdy
nie przyszła ci do głowy myśl o powrocie do Boga tylko
dlatego, że sobie wmawiasz dobre samopoczucie. Nic
złego z moją wiarą się nie dzieję! Co prawda nie przejmujesz
się ani żoną, ani dziećmi, choć to jest twoje powołanie
i zadanie, ale ciągle mówisz, że nic złego się z tobą
nie dzieje. Jesteś młodym człowiekiem. Na niedzielną
Mszę świętą rzadko przychodzisz, a jak już jesteś
to udaje ci się dotrzeć zaledwie w okolicę ogrodzenia
kościelnego, ale mimo to twierdzisz, że nawrócenia
nie potrzebujesz. Gratuluję ci dobrego samopoczucia
i bezmyślności. Może podobnie jest z wieloma twoimi
kolegami. Nawzajem czujecie się nieźle. Piwko i papierosy
to taka wasza norma. Jak się uda spotkać naiwną dziewczynę,
to nieco przyjemności też nie zaszkodzi. Okazja do
kradzieży to niezły dzień - będzie za co kupić kolejną
dawkę piwka i innych napojów. Wrócisz do domu, mama
jedzenie już przygotowała i jest nieźle. Owszem, spowiadasz
się raz na rok, a także z okazji wydarzeń rodzinnych,
ale nigdy nie spełniłeś obietnicy poprawy. Od wielkiego
dzwonu przystępujesz do Komunii świętej, ale nigdy
ci się nie zdarzyło choćby przez chwilę z Panem Jezusem
porozmawiać. Smak Eucharystycznego Chleba jeszcze
czujesz w ustach, już wiązanka przekleństw się posypała
z tych samych ust. Ciągle to samo dobre samopoczucie.
Pewnie tak myślał na
początku ów ewangeliczny syn marnotrawny. Tak bardzo
mu imponowało bycie wolnym i niezależnym od wszelkich
norm i zasad ojcowskich. Miał przyjaciół i pieniądze
ojcowskie - świetnie się bawił. Aż pewnego dnia wszystko
stracił. Przyjaciele też odeszli. Teraz już nie miał
dobrego samopoczucie. Był na siebie wściekły, że tak
musiało się skończyć. Pozwolił dojść do głosu sumieniu.
Ocenił swoje dotychczasowe życie i sytuację w jakiej
się znajduje. Pojawił się pomysł, by spróbować powrócić
do utraconego ojca. Liczył się z możliwością odrzucenia,
ale coś mu mówiło, że jeśli szczerze przyzna się do
błędów, to zostanie przyjęty. Przecież znał dobrze
swojego ojca. Jest wymagający i czasem surowy, ale
zarazem niezwykle miłosierny - umie przebaczać i wyrażać
swoją miłość. Wybrał się i wrócił do swego ojca. Zrobił
tym samym najlepszą rzecz w swoim dotychczasowym życiu.
Czy nie czas, byśmy
i my powrócili do Ojca? Wreszcie trzeba sobie postawić
pytanie: Co będzie ze mną później, gdy już nic nie
będę miał, gdy śmierć zajrzy mi w oczy, a zastygłe
ręce już nie będą mogły nawet uderzyć się w piersi
w akcie serdecznego żalu? Czas więc powrócić na prawą
drogę już dziś. Czas zerwać z tą bylejakością naszej
wiary, z udawaną świąteczną pobożnością, z tchórzostwem
w dawaniu świadectwa.
Nie bój się, Bóg przecież
czeka. Trzeba tylko umieć jak ów syn powracający,
z pokorą wyznać ze świętym Pawłem Apostołem, że ongiś
byłem bluźniercą, prześladowcą i oszczercą. Wówczas
i my dostąpimy miłosierdzia.
Zawsze jest możliwy
powrót.
Przeczytałem wczoraj
historię nawrócenia redaktora czasopisma pt. YUO.
Ukazuje się no w kilku językach, m. innymi w języku
polskim. Kiedy miał 16 lat, w zasadzie próbował już
wszystkiego. Były narkotyki, seks i wiele innych rzeczy.
Uznał, że tylko jednego jeszcze nie spróbował - Pana
Boga. Zajął się jogą, medytacją transcendentalną.
Próbował różnych religii. Wreszcie zadzwonił jego
przyjaciel - Fred, który ledwie uszedł z życiem po
przedawkowaniu narkotyku. Będąc w szpitalu zaczął
czytać o świętych: Paul, czytam teraz książki o takich
świętych, którzy latali. Gdy w swoim czasie braliśmy
narkotyki, nie lataliśmy. Pomyślał sobie, że on też
przeczyta książkę, by latać. I wtedy zapytał swojego
przyjaciela co zrobić, by zostać świętym. Usłyszał,
ż najpierw powinien iść do spowiedzi. Stary, a co
to jest spowiedź zapytał. A on mu odpowiedział: No
wiesz, idziesz tam, mówisz: przepraszam, ojcze...
Poszedł i powiedział do spowiednika: Ojcze, proszę
wymienić jakikolwiek grzech, ja go na pewno popełniłem!
Spowiedź trwała 3 godziny. A gdy skończył poczuł,
że jest nowym człowiekiem. Rok później znalazł się
w Hollywood i gdy śpiewał piosenkę U Twego boku kroczyć
chcę zrozumiał, że Bóg mu mówi: Poul, jesteś mi
potrzebny! Potem spędził jakiś czas na odludziu,
by czytać Pismo święte i książki katolickie. Zrozumiał,
że urodził się i żył w samym środku cywilizacji śmierci.
Przypomniał sobie o przyjaciołach, którzy umarli młodo,
ponieważ przedawkowali narkotyki albo popełnili samobójstwo.
Myślał o milionach dzieci, zabitych przed narodzinami.
Jak sam mówi, codziennie na nowo odkrywa miłość Boga,
gdy uczestniczy w Mszy świętej. Po długim błąkaniu
odnalazł wreszcie drogę do Ojca. Porzucił świat rozpaczy
i śmierci, udało mu się uciec w stronę życia. Teraz
zrobi wszystko żeby pociągnąć za sobą każdego młodego
człowieka.
Kochani! Czas powrócić
i nam do Ojca. Dosyć tego marnowania życia i jedynej
szansy jaką daje nam Pan Bóg.
Przy okazji dzisiejszych
dożynek parafialnych, wezwanie do powrotu ma szczególne
znaczenie. Musimy sobie uświadomić, że z ręki Pana
Boga, dobrego Ojca, wszystko mamy i dlatego do Niego
dziś przychodzimy pełni wdzięczności i miłości: Ojcze
próbowaliśmy bez Ciebie pracować i nic nie mamy -
czas powrócić do Ciebie!
..::
wstecz ::..
|
|