..:: o parafii >>>

..:: w Domu Pana >>>

..:: myśli z tygodnia

..:: msze święte >>>


..:: zespół caritas >


..:: grupy formacyjne

..:: schole >>>

..:: ministranci >>>

..:: foto album >>>


..:: ogłoszenia >>>


..:: aktualności >>>


..:: przemyślenia >>>


..:: odeszli od nas >


..:: kontakt >>>


..:: linki >>>

 
   
   
 

..:: Homilie ::..

..:: Rok 2006 >>>

..:: Rok A >>>

..:: Rok B >>>

..:: Rok C >>>

..:: Na różne okazje

..:: Konferencje ascetyczne adresowane do kapłanów >>>

..:: Inne materiały duszpasterskie >>>

 
   
   
 

..:: Homilie Rok C ::..

..:: wstecz ::..

   

XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA

Statystyki podają, że w Polsce grubo ponad 90%mieszkańców deklaruje się jako wierzący. Niemalże tyle samo wynosi średnia krajowe jeśli chodzi o uczęszczających na katechezę szkolną. Nic tylko się cieszyć z takiej statystyki.

Ale my się nie cieszymy, bo znamy nieco smutniejsze realia polskiej religijności. Rodzi się pytanie: dlaczego nie jest tak dobrze, jak powinno być? Gdzie leży problem? Może to wina czasów w jakich żyjemy? Pewnie rację mają ci, którzy twierdzą, że zmierza w naszym kierunku laickość życia z zachodu Europy. Niegdyś, właśnie stamtąd przyszło do nas chrześcijaństwo, a teraz bezbożność i nihilizm moralny. A może zapomnieliśmy o niezwykle delikatnej prawdzie, jaką jest wiara. Przecież nosimy ją w glinianych naczyniach. Owszem - wiara jest łaską otrzymaną od Pana Boga, ale tak jak to jest z każdym darem, wymaga on pielęgnacji, czyli zwyczajnej troski. Ludzie zwykli troszczyć się o rzeczy materialne. Wydają mnóstwo pieniędzy na alarmy i zakłady ubezpieczeniowe po to, by zabezpieczyć i obronić dobra materialne.

Troska o wiarę wymaga najpierw odpowiedzi na pytanie: Czym jest i czym powinna być wiara w moim życiu? Dalej - troszczyć się wiarę, to czynić ją coraz bardziej autentyczną i żywą. Wymaga wprowadzanie jej w codzienne życie i uczynienie jej drogowskazem w podejmowaniu decyzji.

Pomyśleć: Co mógłby zrobić człowiek głębokiej wiary?

Nic nie byłoby dla niego niemożliwe. Wiara byłaby dla niego rękojmią i orężem w walce z wszelkim złem i przeciwnościami losu. Żony byłby spokojne o mężów, a mężowie o żony, bo wiara uczy wierności. Nie byłoby porzuconych, ani źle wychowanych dzieci. Radość ducha wpływałaby na jakość naszych wzajemnych stosunków.

Wystarczy popatrzeć na pierwszych chrześcijan, by się przekonać o potędze i możliwościach człowieka wiary. Oni byli gotowi na bezkompromisowe oddanie całych siebie na służbę Bogu. Gdy prokonsul ich pytał o to, dlaczego wzięli udział w niedzielnej Eucharystii - oni śmiało odpowiadali, że muszą być na spotkaniu z Chrystusem i żadna groźba, łącznie z groźbą śmierci, nie może ich powstrzymać przed „Łamaniem Chleba”. Wykazywali się takim męstwem podczas prześladowań, że wprawiali w podziw swoich prześladowców. H. Sienkiewicz pięknie to pokazał w książce „Quo vadis?” Neron nie mógł zrozumieć, dlaczego „oni śpiewają” idąc na śmierć. Oni wierzyli!

Tymczasem dzisiejsi wierzący (ci, którzy za takich się uważają) nie chodzą na niedzielną Mszę świętą - często z błahego powodu, nie żyją w wierności małżeńskiej, wybierają na prezydenta - ateistę, pytani o stosunek do aborcji - nie wyznają nauki Kościoła, łatwo wierzą w medialne nowinki dotyczące różnych wydarzeń związanych z Kościołem itd. Są też wierzący kapłani, którzy nie zawsze i nie do końca realizują swoje powołanie.

Wszyscy musimy sobie wziąć do serca słowa św. Pawła Apostoła, jakie napisał w liście do Tymoteusza: „Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga!”

..:: wstecz ::..

 
   
   
 
copyright © parafia makowiec 2005r.