..::
Homilie Rok C ::..
..::
wstecz ::..
XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA
Statystyki podają, że
w Polsce grubo ponad 90%mieszkańców deklaruje się
jako wierzący. Niemalże tyle samo wynosi średnia krajowe
jeśli chodzi o uczęszczających na katechezę szkolną.
Nic tylko się cieszyć z takiej statystyki.
Ale my się nie cieszymy,
bo znamy nieco smutniejsze realia polskiej religijności.
Rodzi się pytanie: dlaczego nie jest tak dobrze, jak
powinno być? Gdzie leży problem? Może to wina czasów
w jakich żyjemy? Pewnie rację mają ci, którzy twierdzą,
że zmierza w naszym kierunku laickość życia z zachodu
Europy. Niegdyś, właśnie stamtąd przyszło do nas chrześcijaństwo,
a teraz bezbożność i nihilizm moralny. A może zapomnieliśmy
o niezwykle delikatnej prawdzie, jaką jest wiara.
Przecież nosimy ją w glinianych naczyniach. Owszem
- wiara jest łaską otrzymaną od Pana Boga, ale tak
jak to jest z każdym darem, wymaga on pielęgnacji,
czyli zwyczajnej troski. Ludzie zwykli troszczyć się
o rzeczy materialne. Wydają mnóstwo pieniędzy na alarmy
i zakłady ubezpieczeniowe po to, by zabezpieczyć i
obronić dobra materialne.
Troska o wiarę wymaga
najpierw odpowiedzi na pytanie: Czym jest i czym powinna
być wiara w moim życiu? Dalej - troszczyć się wiarę,
to czynić ją coraz bardziej autentyczną i żywą. Wymaga
wprowadzanie jej w codzienne życie i uczynienie jej
drogowskazem w podejmowaniu decyzji.
Pomyśleć: Co mógłby
zrobić człowiek głębokiej wiary?
Nic nie byłoby dla niego
niemożliwe. Wiara byłaby dla niego rękojmią i orężem
w walce z wszelkim złem i przeciwnościami losu. Żony
byłby spokojne o mężów, a mężowie o żony, bo wiara
uczy wierności. Nie byłoby porzuconych, ani źle wychowanych
dzieci. Radość ducha wpływałaby na jakość naszych
wzajemnych stosunków.
Wystarczy popatrzeć
na pierwszych chrześcijan, by się przekonać o potędze
i możliwościach człowieka wiary. Oni byli gotowi na
bezkompromisowe oddanie całych siebie na służbę Bogu.
Gdy prokonsul ich pytał o to, dlaczego wzięli udział
w niedzielnej Eucharystii - oni śmiało odpowiadali,
że muszą być na spotkaniu z Chrystusem i żadna groźba,
łącznie z groźbą śmierci, nie może ich powstrzymać
przed Łamaniem Chleba. Wykazywali się takim męstwem
podczas prześladowań, że wprawiali w podziw swoich
prześladowców. H. Sienkiewicz pięknie to pokazał w
książce Quo vadis? Neron nie mógł zrozumieć, dlaczego
oni śpiewają idąc na śmierć. Oni wierzyli!
Tymczasem dzisiejsi
wierzący (ci, którzy za takich się uważają) nie chodzą
na niedzielną Mszę świętą - często z błahego powodu,
nie żyją w wierności małżeńskiej, wybierają na prezydenta
- ateistę, pytani o stosunek do aborcji - nie wyznają
nauki Kościoła, łatwo wierzą w medialne nowinki dotyczące
różnych wydarzeń związanych z Kościołem itd. Są też
wierzący kapłani, którzy nie zawsze i nie do końca
realizują swoje powołanie.
Wszyscy musimy sobie
wziąć do serca słowa św. Pawła Apostoła, jakie napisał
w liście do Tymoteusza: Nie wstydź się zatem świadectwa
Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział
w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii
według mocy Boga!
..::
wstecz ::..
|