| |
..::
Homilie Rok C ::..
..::
wstecz ::..
XXVIII NIEDZIELA ZWYKŁA
Ciągle jesteśmy zaskakiwani
coraz to nowymi cudami techniki. To co jeszcze parę
lat temu wydawało się niemożliwe, a przynajmniej niewyobrażalne,
dziś staje się faktem. Komórkowy telefon jest narzędziem,
które dla wielu stało się rzeczą najbardziej zwyczajną.
Komputer też już nas nie fascynuje, bo stał się naszą
codziennością. Często pojawia się pytanie o kres możliwości
ludzkich - czy ogóle jest gdzieś granica, poza którą
człowiek nie może wyjść?
W obliczu tych osiągnięć
umysłu ludzkiego, jawią się dwa, dziś coraz częściej
sygnalizowane, niebezpieczeństwa. Jednym z nich jest
pycha człowieka, która już niegdyś miała miejsce i
została bardzo surowo ukarana potopem. Drugie niebezpieczeństwo
można wyrazić pytaniem, które coraz częściej się pojawia:
Gdzie jest teren tylko Bogu zastrzeżony? A może już
sobie będziemy radzić bez Niego, bez Jego łaski, bez
Jego nauki, bez Jego miłości?
To pierwsze niebezpieczeństwo
zbiera już owoce. Nikt nie chce ustąpić, jedynie siłą
rakiet i nowoczesnych samolotów, daje się do zrozumienia
kto tutaj rządzi. Owocem pychy jest rozlewana codziennie
krew niewinnych ludzi. Ta pycha udziela się też najmłodszym.
Dzieci też sobie nawzajem udowadniają swoją przewagę.
Pycha prowadzi do drugiego,
równie niebezpiecznego zjawiska. Coraz częściej dochodzi
obecnie do starcia dwóch, krańcowo różnych, koncepcji
świata i roli człowieka w nim. Jedna z nich usiłuje
za wszelką cenę wykreować potęgę człowieka i jego
absolutną samowystarczalność. Druga koncepcja, nie
neguje możliwości umysłu ludzkiego, pochodzącego przecież
z ręki Stwórcy, ale obserwuje uważnie zjawiska dziejące
się na świecie i uważa, że bez pomocy Pana Boga, twórcy
świata i człowieka, nie da się stworzyć sprawiedliwego
świata na ziemi, a tym bardziej raju w warunkach ziemskiego
życia.
Codzienność przynosi
nam dowody na to, że jest bardzo wiele dziedzin życia
ludzkiego, wobec których człowiek jest bezsilny i
dlatego z wielką pokorą wyciąga ręce ku Panu Bogu,
prosząc o łaskę.
Dzisiejsza Ewangelia
pokazała nam 10-ciu trędowatych, którzy w swojej bezsilności
wyciągnęli ręce ku Bogu. Oni widzieli, że o własnych
siłach nie wygrają zmagania z trądem. Mistrzu, ulituj
się nad nami - prosili z wielką pokorą. Wszyscy zostali
cudownie uleczeni z choroby nieuleczalnej. Jeden z
nich natychmiast wrócił, by podziękować Temu, który
mu dał łaskę zdrowia. Na kolach, oddając pokłon Jezusowi,
wyrażał swoją miłość i wdzięczność.
Kochani! Trąd nas dotyka
dziś pod bardzo różnymi postaciami. Trąd to grzech,
szczególnie grzech niewiary. Jego początkiem był grzech
pierworodny - nieposłuszeństwo wobec Pana Boga i odrzucenie
Jego miłości. Ktoś powie: No cóż, grzech był zawsze,
a więc nie ma nic nowego. To prawda, ale wydaje się,
że jest też pewna nowość. Grzech był zawsze czymś
wstydliwym, o czym raczej się nie mówiło. Tak było
z trądem - ludzie się ukrywali, by nie zarażać innych.
Dziś wielu ludzie wręcz przechwala się swoimi grzechami
i często ośmieszani są ci, którzy z grzechem swoim
i innych, usiłują walczyć. Ośmieszani są małżonkowie
kierujący się etyką katolicką w planowaniu rodziny.
Na drwiny wystawia się czystość przedmałżeńską i nazywa
ją zaściankowością. Małżeństwa heteroseksualne i monogamiczne
uważa się za przestarzałe i niepostępowe. Stąd taki
zmasowany atak na Kościół i na kapłanów. Środki społecznego
przekazu pełnią w tym zakresie bardzo często usługową
rolę i przyczyniają się do pogłębienia stanu choroby.
Niektórzy są nim tak owładnięci, że nie potrafią się
od niego uwolnić. To jest współczesny trąd, którego
zgubne owoce stają się oraz bardziej niebezpieczne.
Cóż wobec tego mamy
robić? Trzeba iść do Jezusa. On tylko może nas wyleczyć.
Zachęca nas do tego już od 26 lat Ojciec święty, Jan
Paweł II, który w dniu rozpoczęcia swojego pontyfikatu
mówił: Otwórzcie drzwi Chrystusowi, a później w
Warszawie: Bez Chrystusa nie da się zrozumieć dziejów
narodu i człowieka. Rodzice powinni do Niego posyłać
swoje dzieci, by ciągle były leczone. To jest najlepsze
co mogą zrobić rodzice wobec swoich dzieci: zaprowadzić
ich do Chrystusa! Małżonkowie u Niego winni szukać
dobrej rady i ratunku. Owszem, Bóg będzie zawsze stawiał
jakieś wymagania, ale nie wolno się tego bać, trzeba
zawierzyć Jezusowi. Zawierzył Naaman i został uwolniony
od trądu. Zawierzyli trędowaci i mogli pokazać się
jako uzdrowieni kapłanowi. Zawierz i ty Chrystusowi!
..::
wstecz ::..
|
|