..:: o parafii >>>

..:: w Domu Pana >>>

..:: myśli z tygodnia

..:: msze święte >>>


..:: zespół caritas >


..:: grupy formacyjne

..:: schole >>>

..:: ministranci >>>

..:: foto album >>>


..:: ogłoszenia >>>


..:: aktualności >>>


..:: przemyślenia >>>


..:: odeszli od nas >


..:: kontakt >>>


..:: linki >>>

 
   
   
 

..:: Homilie ::..

..:: Rok 2006 >>>

..:: Rok A >>>

..:: Rok B >>>

..:: Rok C >>>

..:: Na różne okazje

..:: Konferencje ascetyczne adresowane do kapłanów >>>

..:: Inne materiały duszpasterskie >>>

 
   
   
 

..:: Homilie Rok C ::..

..:: wstecz ::..

   

XXX NIEDZIELA ZWYKŁA

Dwóch ludzi przyszło do świątyni, by się modlić: faryzeusz i celnik. Wiemy już, że tylko modlitwa celnika była wysłuchana – tylko on został usprawiedliwiony. Dlaczego nie faryzeusz? Czego zabrakło w modlitwie faryzeusza?

Myślę, że przede wszystkim zabrakło mu Bojaźni Bożej, a co za tym idzie – pokory i ufności wobec Pana Boga. Faryzeusz widział jedynie siebie i swoje wielkie zasługi. Nawet nie przeszło mu przez myśl, że mógłby oceniać siebie w kontekście grzechu. Owszem, widział go w innych, jak chociażby w celniku, który mdląc się mówił tylko jedno zdanie: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika.”, ale nie w sobie.

Dzisiejsza Ewangelia jest dobrą okazją do refleksji o modlitwie. Pierwsza myśl jaka mi przychodzi, gdy mam coś powiedzieć o modlitwie, to ta, że sam ciągle się uczę modlitwy.

Do pewnego, bardzo doświadczonego mnicha przyszedł kiedyś inny współbrat i żalił się, że on już ani wierzyć, ani modlić się nie potrafi. I dlatego prosi o zwolnienie go ze służby Bożej, bo jego serce skamieniało i modlitwa jest tylko udawana. Doświadczony zakonnik nie uwzględnił prośby, jedynie dał mu radę: „Jeżeli już nie potrafisz się modlić, to idź i przynajmniej przypatruj się jak robią to inni”.

Pierwszą nauczycielką modlitwy dla mnie, a myślę, że dla wielu z nas, była mama. Ona uczyła mnie żegnać się i słów tej pierwszej modlitwy, którą od Boga otrzymaliśmy: „Ojcze nasz…”. Później czytałem książki na temat modlitwy i patrzyłem na innych, ucząc się od nich modlitwy. I tak jest do dziś. Jakżesz wspaniałym nauczycielem modlitwy jest Ojciec święty, szczególnie teraz, gdy doświadcza go cierpienie fizyczne. Ci, którzy są blisko Ojca świętego, dają piękne świadectwo o modlitwie papieża. Gdy my narzekamy na brak czasu, by się pomodlić, on zawsze ma czas na modlitwę, nawet w najbardziej intensywnych zajęciach. Myślę, że dzieje się tak dlatego, iż ojciec święty wie, jak ważna jest modlitwa w życiu człowieka.

Pewien filozof, umierając, został poproszony o jakiś testament duchowy. Wówczas napisał im list: „Gdybyście mnie spytali, nim odejdę z tego świata i to ostatecznie, czy posiadam jakiś cudowny klucz, którym można otworzyć drogę do mądrości, wtedy bym wam odpowiedział:

Tak, mam taki klucz!

Tym kluczem nie jest jakiś wykład, jakby można oczekiwać od umierającego filozofa, ale MODLITWA. Modlitwa jest całkowitym powierzeniem siebie, czyni modlącego się spokojnym, obiektywnym, pełniejszym niewinnej, dziecięcej nadziei. Człowiek dla mnie tym bardziej, tym głębiej odkrywa swoje człowieczeństwo - czego nie należy nazywać humanizmem - im lepiej potrafi się modlić. Modlitwa jest bowiem ostatecznym i najbardziej wyraźnym znakiem ludzkiego ducha.

Wielki francuski mistyk Carrel uczy, iż modlitwa wymaga solidnego przygotowania się do niej. Tym przygotowaniem do modlitwy jest uświadomienie sobie obecności Pana Boga. Bez takiej świadomości nie ma modlitwy. Gdy natomiast dotrze do nas świadomość obecności Pana Boga, wówczas On sam będzie się modlił w nas. Mówił o tym Ojciec święty, Jan Paweł II, gdy zapytano go czym jest dla niego modlitwa. Papież odpowiada, że sam Bóg jest inicjatorem modlitwy w nas.

Można z tego wyciągnąć prosty wniosek: Gdy zaczynamy modlitwę, lub gdy przychodzimy do kościoła, by przeżyć najpiękniejszą modlitwę, jaką jest Msza święta, powinniśmy stworzyć jak najlepsze warunki do modlitewnego spotkania. Poszukać miejsca, które pomoże mi lepiej uświadomić sobie obecność Pana Boga i wybrać odpowiedni czas. Niestety, może być taka sytuacja, że ktoś przeżył już sporo lat, ale nigdy dotąd nie spotkał się z Bogiem na modlitwie.

Oprócz świadomości obecności Pana Boga, równie ważna i pomocna na modlitwie jest postawa bojaźni Bożej, która rodzi pokorę. Bojaźń Boża to nie lęk niewolnika wobec swego pana. Bojaźń chrześcijańskim ma być bojaźnią synowską, której motywem jest miłość do Ojca: „Kocham Cię, Boże, tak bardzo, że nie wyobrażam sobie, bym mógł obrazić Twoją, Ojcowską dobroć i miłość”. Tak rozumiana bojaźń jest początkiem modlitwy i prowadzi do pokornego uniżenia się przed obliczem Pana Boga.

Takiej postawy zabrakło faryzeuszowi i dlatego odszedł bez usprawiedliwienia. Tymczasem celnik z pokorą włożył w ręce Pana Boga swój grzech i został wysłuchany.

Stawajmy i my w pokorze serca przed obliczem Pana Boga.

..:: wstecz ::..

 
   
   
 
copyright © parafia makowiec 2005r.