| |
..::
Homilie Rok C ::..
..::
wstecz ::..
NIEDZIELA CHRZTU PAŃSKIEGO
Na zakończenie liturgicznego
obchodu okresu Bożego Narodzenia przeżywamy Niedzielę
Chrztu Pańskiego. Można powiedzieć, że od żłobka i
Dzieciątka Jezus, przechodzimy do okresu, w którym
Jezus, osiągnąwszy wiek dojrzały, rozpoczyna działalność
publiczną. W ten sposób staje się Mężem, bierze na
siebie ciężar zadania, które Mu powierzył Ojciec Niebieski.
Dobrze, że jest Niedziela
Chrztu Pańskiego. Daje ona sposobność do podziękowania
za dar chrztu, który otrzymaliśmy z Bożej Opatrzności,
a także jest okazją do przypomnienie sobie czym jest
chrzest święty.
Kiedy byliśmy, podczas
pamiętnej pielgrzymki do Ziemi Świętej, nad rzeką
Jordan, dokonaliśmy odnowienia naszego chrztu. Każdy
z nas uświadomił sobie, że to właśnie w wodach tej
rzeki pewnego dnia stanął Jezus i przyjął z rąk Jana
chrzest pokuty. Nie musiał tego robić, bo przecież
nie miał powodu by odbywać za cokolwiek pokutę. Był
przecież najbardziej niewinny ze wszystkich istot
na ziemi. Jednak przyjął chrzest z rąk człowieka.
Tak samo jak w Betlejemską Noc przyjął ciało z łona
Najświętszej Maryi Panny. Pewnego dnia przyjmie podany
przez człowieka krzyż. Wszystko wziął bowiem na siebie,
ale nie za siebie lecz za nas. To wejście Jezusa,
Syna Bożego, do rzeki Jordan, dało tej rzece i wszystkim
wodom na ziemi, niezwykłą moc. Jest to moc uświęcania
i przemiany.
Chrzest Jezusa w Jordanie
jest jednocześnie początkiem publicznej działalności
Mesjasza Pańskiego. Ochrzczony Jezus pójdzie teraz
na pustynię, by przez 40 dni pościć i być kuszonym
przez szatana, a później będzie wędrował od miasta
do miasta i od wioski do wioski, by uczyć o Królestwie
Bożym i chrzcić ludzi Duchem Świętym.
W dniu naszego chrztu
Świętego, uzbrojeni w oręż Ducha Świętego, obleczeni
w białą szatę niewinności i ze światłem Chrystusa
w ręku, my również wyruszyliśmy w drogę. Cel nasze
wędrówki był jasny - mieliśmy iść za Chrystusem i
zdobywać powoli Królestwo Boże. Dziś już biała szata
nie jest tak biała, jak na początku; światło, które
wówczas zapalił w nas Chrystus, już też nieco przygasło.
Czy wciąż znamy cel naszej wędrówki? Wiemy dokąd idziemy?
Patrząc na życie wielu
z nas, coraz bardziej zastanawiamy się nad pytaniem:
Czy wiemy dokąd idziemy? Nie można bowiem żyć bez
celu i bez sensu. Bóg niczego na ziemi nie zostawił
bez celu. Nawet jeśli przychodzi w naszym życiu cierpienie,
to powinniśmy ufać, że ma ono jakiś cel. Czasem tylko
Bóg zna cel i sens cierpienia. Często jest tak, że
człowiek dopiero po wielu latach odkrywa celowość
cierpienia i krzyża, który przyszło mu dźwigać. Mówią
o tym ludzie, którzy cierpiąc, odnaleźli wiarę i odkryli
cel swojego życia. Dowiedziałem się o tym patrząc
na panią Krystynę ze Starachowic, która w 16-tym roku
życia zachorowała na straszną chorobę. Od tamtego
czasu ma sparaliżowane nogi i ledwie porusza się,
wsparta na kulach. Wielu powiedziałoby na jej miejscu,
że już nie ma po co żyć. Ale ona tego nie zrobiła.
Walczyła, by normalnie żyć. Zrobiła maturę, później
skończyła studia i obroniła magisterium z ekonomii.
Ale jest jeszcze coś ważniejszego: ona zawsze pamiętała,
i powtarza to, kiedykolwiek z nią rozmawiam, że jej
celem jest zbawienie - Królestwo Boże. Dlatego zawsze,
nawet w najgorszą pogodę, jest na Mszy świętej w niedzielę,
a dawnej była prawie codziennie. Umie pocieszać innych
i stawiać ich na nogi, gdy są załamani. Początkiem
jej drogi był też chrzest święty.
W dniu chrztu świętego
otrzymaliśmy zadania od Boga - mamy się uświęcać,
by kiedyś posiąść świętość. Dziś jest okazja, by jeszcze
raz uświadomić sobie ten cel i to zadanie.
Postarajmy się, by dziś,
np. podczas modlitwy wieczornej, podziękować Panu
Bogu za dar chrztu świętego, ukazany nam cel i otrzymaną
godność Dziecka Bożego
..::
wstecz ::..
|
|