..::
Inne materiały duszpasterskie ::..
DROGA KRZYŻOWA WSPÓŁCZESNEGO
CZŁOWIEKA
STACJA I – NIESPRAWIEDLIWY SĄD
Sąd powinien być zawsze
sprawiedliwy, a sędzia, wpatrzony w odwieczne słowo
Boga, winien karać tylko za zło.
Tamtej nocy nie było mowy o
sprawiedliwym sądzie. Wszystko było uknute, sfałszowane,
uczynione na użytek pewnej grupy ludzi. Postanowiono
zabić Cię, Panie. Byłeś zbyt radykalny. Dobro nazywałeś
dobrem, a zło złem. Obłudę faryzeizmu porównałeś do
grobów pobielanych, które tylko na zewnątrz dobrze się
prezentują. Mówiłeś o powłóczystych szatach i
filakteriach u płaszczy tych, którzy jedynie nakazywali,
a sami palca do niczego nie przyłożyli. Zaszedłeś im,
Panie, bardzo mocno za przysłowiowe paznokcie. Tak
musiało się skończyć.
Nieco wcześniej, ci sami
ludzie, trzymając kamienie w ręku, chcieli zamordować
kobietę pochwyconą na cudzołóstwie. Wtedy Ty, Panie,
wziąłeś ją w obronę. Sąd musiał porzucić kamienie.
Odeszli. Teraz są górą. Nie przyłapali Cię na żadnym
złym uczynku, ale to nie przeszkodziło, by wydać
jednoznaczny wyrok: WINIEN JEST ŚMIERCI!
Panie, nie mogę oprzeć się
dręczącym mnie myślom, że to wszystko, co stało się
tamtej nocy w obliczu wielkiego Sanhedrynu, nieustannie
trwa. Są ci, którym się wydaje, ze mogą wydać każdy
wyrok i nikt im nie udowodni, ze był niesprawiedliwy, a
z drugiej strony są ci, którzy nie mają żadnej szansy
się bronić.
Ileż takich sytuacji jest
dzisiaj? „To dziecko winno umrzeć, bo nie było
planowane!” „Musi umrzeć, bo mnie się też coś od życia
należy!” „Ten starzec cierpiący nie może mi komplikować
życia. Uśmierćmy go w sposób bardzo nowoczesny i
nazwijmy to miłosierdziem!” „Wyskakuj z dychy, bo ja
jestem panem ulicy!” NIEUSTANNIE TRWAJĄCY SĄD NAD
BOGIEM!
STACJA II – WEŹ KRZYŻ!
O Krzyż nikt się nie prosi. Ty
także, Panie, bałeś się krzyża. Ten pot zmieszany z
kroplami krwi, który pozostał na kamieniu w Getsemani,
mówił o bojaźni. W swej bezradności wobec czekającego
krzyża, prosiłeś, jak tylko syn potrafi prosić, swojego
Ojca, o zwolnienie z tego zadania. Niestety, wola Ojca
była ważniejsza i pierwsza. Teraz bierzesz swój kielich
na ramiona, by wszystko, co w nim się znajduje wypić do
końca.
Ubogacony otrzymaną wiedzą,
teraz wiem, że ta decyzja leżała w moim interesie. Ta
zgoda była mi potrzebna. Wszystko, co moje i we mnie
grzeszne, wziąłeś na siebie. Czy warto było, Panie, tak
się poświęcać dla ludzi? Przecież oni i tak tego nie
docenią. Będą Cię obrażali i wyśmiewali. Będą żądali
usuwania krzyży z budynków świątynnych, by przypadkiem
nie obrażać uczyć inaczej wierzących. Czy warto było
brać krzyż na ramiona? Czy nie widzisz, co robią
współcześni ludzie? Jak nienawidzą tego znaku! Panie,
boję się krzyża! Uciekam od niego jak najdalej. Owszem,
potrafię zaakceptować jego obecność w życiu kogoś
drugiego, ale nie we własnym życiu. A Ty mi mówisz:
„Jeżeli chcesz Mnie naśladować, to weź swój krzyż!”
Panie, naucz mnie miłości do krzyża….
STACJA III – UPADEK
Krzyż zapowiadał upadek. To
musiało się stać. Upadek jest szkołą życia i w jakimś
sensie prowadzi do celu. Twój i mój upadek mają wiele
podobieństw. Najbardziej krzyczące podobieństwo to
słabość. Słabość ma zawsze swoje źródło. Biorąc ludzką
naturę, wziąłeś i słabość tej natury. Czy można się
dziwić, że bardzo cierpiałeś, gdy Cię biczowano, albo,
gdy wkładano Ci na głowę koronę cierniową? Czy można się
dziwić, że teraz upadasz? Ubiczowany, wykrwawiony –
zmęczony miłością leżysz na ziemi… Wiem, że zaraz
wstaniesz, by mi powiedzieć jak mam zrobić, gdy upadnę.
Moje upadki zawsze mnie zaskakują. Pytam się jak się to
mogło stać, przecież nie planowałem takich sytuacji.
Jestem takim typowym pewniakiem, który umie panować nad
słabościami. A właściwie tam mi się tylko wydaję, że
panuję. Jakże często zapominam, że przecież jestem
dziedzicem grzechu pierworodnego, który jest
najpoważniejszą słabością mojej natury.
Och, naiwny człowieczku!
Zapomniałeś o jednym, że jesteś po prostu słabym
człowiekiem. Powinieneś pamiętać, że być człowiekiem, to
znaczy być czasem słabym, skłonnym do upadków.
Zapomniałeś, że Pan ci mówił: „Beze Mnie nic uczynić nie
możecie!”?
STACJA IV – SPOTKANIE Z MATKĄ
Miałeś bardzo wierną Mamę,
Panie. Ona wytrwała do końca. Każdy chciałby mieć taką
mamę, która wytrwa do końca drogi, a w najtrudniejszym
momencie pojawi się jak dobry anioł, by dodać sił i
nadziei. Nie bez powodu mówimy o Niej, że jest
współcierpiącą Matką, a nawet Współodkupicielką.
Ewangeliści pokazali, że była przy Tobie na samym
początku drogi i będzie, gdy zdejmą Cię z Krzyża. Te
tytuły Jej się należą, bo jak nikt inny – Ona
uczestniczyła w zbawczym dziele.
Stawiam sobie pytanie: Jakie
są dzisiejsze matki? Bywają różne. Niektóre wstydzą się
być matkami, bo to takie nienowoczesne, staroświeckie i
niemodne. Wykreowane przez dzisiejsze media, chcą
zachwycać swoją urodą, być wyzwolone i otwarte na świat.
Czasem dla zabawy przytrafi im się dziecko, które
stanowi swego rodzaju dodatek do życia. Dzięki Bogu,
bywają i dzielne matki, które są od początku do końca
przy swoim dziecku. One rozumieją, że macierzyństwo w
jakiś niezwykły sposób połączyło je ze sobą. Matka ma
zawsze serce dla dziecka, a dziecko dla matki. Czasem
spotykają się na krzyżowej drodze, by sobie służyć i
dodawać sił, a jak zajdzie potrzeba – wspólnie dźwigają
ciężary życia.
STACJA V – POMOC SZYMONA
Czekałeś, Panie, na Szymona.
Wreszcie jest, skończył pracę na polu – teraz może Ci
pomóc. Głupio mu było i bardzo się wstydził. Pewnie będą
gadali przez kilka następnych dni, że Szymon z Cyreny
pomagał Skazańcowi idącemu na śmierć. Jednak w
najśmielszych przewidywaniach, nie przypuszczał, że o
tej pomocy będą mówić przez następne stulecia i tysiące
lat. Taki sławny stał się Szymon. Teraz każdy chciałby
nim być.
Czy rzeczywiście byłbym lepszy
od Szymona, gdybym znalazł się przypadkowo na szlaku
Twojej drogi, Panie? Czy nikt nie musiałby mnie
przymuszać, by wziąć wraz ze Skazańcem ciężar krzyża? Na
te pytanie dziś nie jestem w stanie odpowiedzieć.
Natomiast mogę sobie udzielić odpowiedzi na przykładzie
sytuacji wyjętych z dzisiejszych dróg krzyżowych. A może
wydaje mi się, że już nie ma sytuacji, które wymagają
ludzkiego serca i pomocnych dłoni Szymona? Wystarczy się
rozejrzeć dokoła, by zobaczyć nieustannie trwającą drogę
krzyżową. Tylu nieszczęśliwych ludzi żyje pośród nas:
samotni, biedni, chorzy, koledzy, którzy nie radzą sobie
z nauką. Widzisz Szymonie ile masz możliwości!
STACJA VI - DZIELNA WERONIKA
Kim ona była? Dlaczego
tradycja mówi o niej, a Ewangeliści milczą? Może
przemknęła, popychana przez stojących wokół ludzi, jak
cień, który jest tylko cieniem i nie zależy mu na tym,
by być zauważonym i docenionym. Jej nikt nie przymuszał,
miała serce, pełne dobroci i chustę na głowie. Bez
wahania oddała przysługę miłosierdzia.
Panie, Ty nieustannie posyłasz
Kościołowi swoje Weroniki. Młode, piękne dziewczyny,
które bez wahania, słysząc Twój głos, idą, by służyć.
Nie boją się ośmieszenia i wytykania palcami. Nie
reagują na wszechobecną modę na sukces, który może dać
pieniądz i ludzka miłość. One zapukały do innych drzwi.
A świat pyta: Po co przyszłyście do nowicjatu zakonnego?
Czy nie znalazłyście kogoś w świecie, pośród swoich
kolegów i koleżanek? One, zaś, mówią, że większym
szczęściem jest być Weroniką i ocierać Twoją, spoconą
twarz, Panie. Tam mi się jakoś skojarzyła Weronika z tym
specjalnym powołaniem, choć wiem, że są one także w
innych stanach i powołaniach – dzielne i odważne
kobiety, które zawsze widzą Twoją zmęczoną i cierpiąca
twarz.
STACJA VII – DRUGI UPADEK
Znów upadłeś, Panie? Czyżby to
„znów” było normą – po pierwszym upadku musi dość do
następnego? To takie ludzkie. Być zmęczonym tak bardzo,
że ciało odmawia posłuszeństwa, choć duch pełen woli
walki. Podczas upadków tak dobrze widać słabość. Jesteś
człowiekiem, czy dziwi upadek? Czy powinien zaskakiwać?
Stworzyłeś, Panie, człowieka na swoje podobieństwo, a
oto teraz, gdy upadasz, sam jesteś na podobieństwo
człowieka.
Nigdy nie wolno zapominać o
słabości, którą dźwigamy w sobie. Brak świadomości o
swojej słabości usypia czuwanie, a to prowadzi do
kolejnych upadków. Jestem słaby, muszę, więc czuwać.
Szatan jest bardzo przebiegły, wykorzysta każdą słabość.
By tak się nie stało, trzeba najpierw poznać swoje
słabości, a potem otoczyć je czuwaniem.
STACJA VIII – PŁACZĄCE
NIEWIASTY
Nieraz już widziałem płaczące
kobiety. Były podobne do ewangelicznej matki, której
umarł jedyny syn, a ta była wdową. Były także podobne do
Mari Magdaleny, która stała przy pustym Grobie Pana i
płakała. Smutek, załamanie, samotność, bezradność –
rodzą płacz. Kobiet płaczą częściej niż mężczyźni, bo
mają bardzo cieniutkie struny odporności i współczucia.
Dlaczego płakały kobiety
stojące przy Twojej Drodze Krzyżowej, Panie? Czy Ci
współczuły?
Czy swoją postawą dodały Ci
sił?
Sam płacz nie wystarcza.
Potrzebne jest działanie, które uprzedzi płacz.
Przyzwyczailiśmy się do pustego narzekania, z którego
nic nie wynika. Dzieje się źle – mówią niektórzy. Tyle
niewychowanej młodzieży i dzieci ulicy. Trzeba „zakasać
rękawy” i zabrać się do roboty. Trzeba zacząć wychowywać
młodych ludzi, by nie szukali „nauczycieli” w nocnych
klubach i na ulicznych chodnikach. Trzeba nieustannie
uczyć miłości, której wszyscy jesteśmy głodni. Panie,
pomóż, bo sami sobie nie radzimy….
STACJA IX – TRZECI UPADEK
Wydaje się, że to już koniec,
ostatnia nadzieja zgasła, całkowita bezsilność, opadają
ręce i nic nie można już zrobić. Twoje Święte Oblicze,
Panie, jest tak bardzo zmęczone tajemnicą krzyża, ale
wciąż promieniuje nadzieją. Upadasz Twarzą do ziemi, by
ją uświęcić swoim pocałunkiem, by ludzie na niej żyjący
mogli powstawać.
Pełno jest wokół nas
upadających, a tak mało powstających. Łatwo jest upaść,
szczególnie wówczas, gdy nie jest się przygotowanym na
upadek, gdy nas zaskakuje… Upadamy wówczas, gdy nie mamy
dobrego gruntu pod nogami, a także wówczas, gdy nie mamy
wytyczonej drogi i nie widzimy celu. Szczególnie smutne
są upadki młodych ludzi, którzy nie mając
ukształtowanych postaw i wypracowanego planu życia,
zaliczają bardzo groźne upadki. Nigdy nie wyciągnęli
wniosków z tamtych pierwszych upadków i oto teraz, wciąż
przychodzą kolejne porażki, a wraz z nimi wdziera się do
ich serc utrata nadziei, poczucie bezsilności i wreszcie
zgoda na taki stan.
Panie, Ty mówiłeś, że zawsze
jesteś z człowiekiem. Nie zostawiaj tych pogrążonych w
rozpaczy i bezsilności! Podaj im rękę, by mimo wszystko
powstali, choćby po to, by dać się obnażyć i wprowadzić
w stan zawstydzenia.
STACJA X - Zdarcie szat
Zanim dokona się egzekucja,
jeszcze jeden bolesny czyn wymierzony wobec Boga:
zdarcie szat. Wystawiono na pośmiewisko Najświętsze
Ciało Jezusa. Szaty zaś, poddano pod licytację. Rzucono
los, komu ma przypaść w udziale. Ktoś, komu w tym dniu
poszczęściło się, wracał zadowolony do domu, trzymając w
ręku skrwawioną szatę Pana. Czy ona stała się dla niego
relikwią, czy odmieniła jego życie? Nie wiem.
Ja też chciałbym mieć Twoją
szatę, Panie, aby zakryć swoją słabość i grzech.
Chciałbym mieć Twoją szatę, by ukryć się przed grzechem,
który tak zalewa współczesny świat.
Gdzie można znaleźć dziś
bezpieczne miejsce, do którego nie dotarłby wszędzie
panoszący się grzech? Gdzie się ukryć przed
wszechogarniającą swoboda obyczajów? Jaką szatą okryć
swoje ciało, by nie mówiono, ze jest seksowne? Gdzie
jest granica pomiędzy przyzwoitością i dobrym smakiem, a
swobodą i narażaniem się na grzech?
Widzisz, Panie, jak bardzo
potrzebuję Twojej szaty…
STACJA XI - Przybicie do
Krzyża
Egzekucja zawsze budzi
oburzenie. A ta egzekucja, jaką wykonano wobec Jezusa,
mojego Pana? Czyż nie była oburzająca, choć wykonana w
obliczu prawa? Tak przynajmniej myślano. Nikt nie ma
prawa na swoją rękę zadawać drugiemu człowiekowi
śmierci. Obyśmy wszyscy wzajemnie się nie pozabijali.
Ludzie bez serca.
Podnieśliście rękę na swego Pana i Stwórcę? Czy aż tak
bardzo macie zepsute serca? Bez wrażliwości i uczuć. Kto
wam zniszczył wrażliwość, że tak łatwo zabijacie? Tak
łatwo skracacie życie choremu, czasem starszemu
człowiekowi. Mówicie, ze robicie to w imię jakiegoś
humanitaryzmu. A może raczej egoizmu? Tak łatwo
pozbawiacie życia, istocie ludzkiej, która dopiero
zaczęła żyć w łonie matki. Kto wam, ludzie XXI wieku dał
prawo zabijać? Jak się z tego wytłumaczycie przed Panem
życia?
STACJA XIII - Zdjęcie z krzyża
Pamiętasz, Matko, jak 33 lata
temu, w grocie pod Betlejem, witałaś Boga na ziemi.
Patrzyłaś i dziwiłaś się, że taki Maluśki, jak każdy
człowiek po urodzeniu, a przecież Bóg. Był wtedy maleńki
i bezbronny. Teraz duży i także bezsilny. Wtedy żył –
teraz jest martwy. Od początku miał przeciwników i był
prześladowany. Musiał opuścić ojczysty kraj, by szukać
schronienia, jak biblijny Józef, w Egipcie. Nigdy nie
miał miejsca, gdzie by mógł głowę schronić.
O, wierna Pieto! Trzymając
martwe i poranione Ciało swego Syna, Ty wciąż wierzysz,
że On żyje i króluje! Wierzysz, że sen śmierci zamieni
się w Zmartwychwstanie.
Dziękujemy Ci, Panie, za
Matkę, którą nam podarowałeś. Ona jest nieustannie
obecna przy każdym krzyżu ludzkiego cierpienia. Bolesna
Matka jest zawsze gotowa przytulić cierpiącego.
Matko, powiedz, jak żyć, by
zasłużyć na Twoje ramiona – bezpieczne i czułe? Jak
przejść przez życie, by u jego kresu znaleźć Twoje
matczyne ramiona. Powiedz, Matko, jak żyć?
STACJA XIV – GRÓB
To ostatnie mieszkanie
człowieka na ziemi. Więcej przeprowadzek nie będzie.
Następne mieszkanie jest w niebie. Twój grób, Panie, nie
był Twoim – wypożyczył Ci go na trzy dni dobry Józef z
Arymatei. Ty miałeś mieszkanie w niebie.
Ludzie są przywiązani do
swoich domów i rzeczy. Budują coraz większe i
wygodniejsze, by był pełen komfort i bezpieczeństwo.
Także te ostatnie domy, wykonane z granitu i marmuru, są
piękne i bogate. Wprowadzka do tego „ostatniego domu”
też bywa bardzo uroczysta, z pełna oprawą, fanfarami, z
płomiennymi mowami na pochwałę. A Bóg ciągle milczy, nie
komentuje, nie zakazuje owych mów – czeka na ostateczny
sąd.
Czy jestem zatroskany o dom w
niebie? Czy myślę o nim i czy mam już „książeczkę
mieszkaniową na dom w niebie”?