..:: o parafii >>>

..:: w Domu Pana >>>

..:: myśli z tygodnia

..:: msze święte >>>


..:: zespół caritas >


..:: grupy formacyjne

..:: schole >>>

..:: ministranci >>>

..:: foto album >>>


..:: ogłoszenia >>>


..:: aktualności >>>


..:: przemyślenia >>>


..:: odeszli od nas >


..:: kontakt >>>


..:: linki >>>

 
   
   
 

..:: Homilie ::..

..:: Rok 2006 >>>

..:: Rok A >>>

..:: Rok B >>>

..:: Rok C >>>

..:: Na różne okazje

..:: Konferencje ascetyczne adresowane do kapłanów >>>

..:: Inne materiały duszpasterskie >>>

 
   
   
 

..:: Inne materiały duszpasterskie ::..

..:: wstecz ::..

   

DROGA KRZYŻOWA WSPÓŁCZESNEGO CZŁOWIEKA

 

STACJA I – NIESPRAWIEDLIWY SĄD

Sąd powinien być zawsze sprawiedliwy, a sędzia, wpatrzony w odwieczne słowo Boga, winien karać tylko za zło.

Tamtej nocy nie było mowy o sprawiedliwym sądzie. Wszystko było uknute, sfałszowane, uczynione na użytek pewnej grupy ludzi. Postanowiono zabić Cię, Panie. Byłeś zbyt radykalny. Dobro nazywałeś dobrem, a zło złem. Obłudę faryzeizmu porównałeś do grobów pobielanych, które tylko na zewnątrz dobrze się prezentują. Mówiłeś o powłóczystych szatach i filakteriach u płaszczy tych, którzy jedynie nakazywali, a sami palca do niczego nie przyłożyli. Zaszedłeś im, Panie, bardzo mocno za przysłowiowe paznokcie. Tak musiało się skończyć.

Nieco wcześniej, ci sami ludzie, trzymając kamienie w ręku, chcieli zamordować kobietę pochwyconą na cudzołóstwie. Wtedy Ty, Panie, wziąłeś ją w obronę. Sąd musiał porzucić kamienie. Odeszli. Teraz są górą. Nie przyłapali Cię na żadnym złym uczynku, ale to nie przeszkodziło, by wydać jednoznaczny wyrok: WINIEN JEST ŚMIERCI!

Panie, nie mogę oprzeć się dręczącym mnie myślom, że to wszystko, co stało się tamtej nocy w obliczu wielkiego Sanhedrynu, nieustannie trwa. Są ci, którym się wydaje, ze mogą wydać każdy wyrok i nikt im nie udowodni, ze był niesprawiedliwy, a z drugiej strony są ci, którzy nie mają żadnej szansy się bronić.

Ileż takich sytuacji jest dzisiaj? „To dziecko winno umrzeć, bo nie było planowane!” „Musi umrzeć, bo mnie się też coś od życia należy!” „Ten starzec cierpiący nie może mi komplikować życia. Uśmierćmy go w sposób bardzo nowoczesny i nazwijmy to miłosierdziem!” „Wyskakuj z dychy, bo ja jestem panem ulicy!” NIEUSTANNIE TRWAJĄCY SĄD NAD BOGIEM!

STACJA II – WEŹ KRZYŻ!

O Krzyż nikt się nie prosi. Ty także, Panie, bałeś się krzyża. Ten pot zmieszany z kroplami krwi, który pozostał na kamieniu w Getsemani, mówił o bojaźni. W swej bezradności wobec czekającego krzyża, prosiłeś, jak tylko syn potrafi prosić, swojego Ojca, o zwolnienie z tego zadania. Niestety, wola Ojca była ważniejsza i pierwsza. Teraz bierzesz swój kielich na ramiona, by wszystko, co w nim się znajduje wypić do końca.

Ubogacony otrzymaną wiedzą, teraz wiem, że ta decyzja leżała w moim interesie. Ta zgoda była mi potrzebna. Wszystko, co moje i we mnie grzeszne, wziąłeś na siebie. Czy warto było, Panie, tak się poświęcać dla ludzi? Przecież oni i tak tego nie docenią. Będą Cię obrażali i wyśmiewali. Będą żądali usuwania krzyży z budynków świątynnych, by przypadkiem nie obrażać uczyć inaczej wierzących. Czy warto było brać krzyż na ramiona? Czy nie widzisz, co robią współcześni ludzie? Jak nienawidzą tego znaku! Panie, boję się krzyża! Uciekam od niego jak najdalej. Owszem, potrafię zaakceptować jego obecność w życiu kogoś drugiego, ale nie we własnym życiu. A Ty mi mówisz: „Jeżeli chcesz Mnie naśladować, to weź swój krzyż!” Panie, naucz mnie miłości do krzyża….

STACJA III – UPADEK

Krzyż zapowiadał upadek. To musiało się stać. Upadek jest szkołą życia i w jakimś sensie prowadzi do celu. Twój i mój upadek mają wiele podobieństw. Najbardziej krzyczące podobieństwo to słabość. Słabość ma zawsze swoje źródło. Biorąc ludzką naturę, wziąłeś i słabość tej natury. Czy można się dziwić, że bardzo cierpiałeś, gdy Cię biczowano, albo, gdy wkładano Ci na głowę koronę cierniową? Czy można się dziwić, że teraz upadasz? Ubiczowany, wykrwawiony – zmęczony miłością leżysz na ziemi… Wiem, że zaraz wstaniesz, by mi powiedzieć jak mam zrobić, gdy upadnę. Moje upadki zawsze mnie zaskakują. Pytam się jak się to mogło stać, przecież nie planowałem takich sytuacji. Jestem takim typowym pewniakiem, który umie panować nad słabościami. A właściwie tam mi się tylko wydaję, że panuję. Jakże często zapominam, że przecież jestem dziedzicem grzechu pierworodnego, który jest najpoważniejszą słabością mojej natury.

Och, naiwny człowieczku! Zapomniałeś o jednym, że jesteś po prostu słabym człowiekiem. Powinieneś pamiętać, że być człowiekiem, to znaczy być czasem słabym, skłonnym do upadków. Zapomniałeś, że Pan ci mówił: „Beze Mnie nic uczynić nie możecie!”?

STACJA IV – SPOTKANIE Z MATKĄ

Miałeś bardzo wierną Mamę, Panie. Ona wytrwała do końca. Każdy chciałby mieć taką mamę, która wytrwa do końca drogi, a w najtrudniejszym momencie pojawi się jak dobry anioł, by dodać sił i nadziei. Nie bez powodu mówimy o Niej, że jest współcierpiącą Matką, a nawet Współodkupicielką. Ewangeliści pokazali, że była przy Tobie na samym początku drogi i będzie, gdy zdejmą Cię z Krzyża. Te tytuły Jej się należą, bo jak nikt inny – Ona uczestniczyła w zbawczym dziele.

Stawiam sobie pytanie: Jakie są dzisiejsze matki? Bywają różne. Niektóre wstydzą się być matkami, bo to takie nienowoczesne, staroświeckie i niemodne. Wykreowane przez dzisiejsze media, chcą zachwycać swoją urodą, być wyzwolone i otwarte na świat. Czasem dla zabawy przytrafi im się dziecko, które stanowi swego rodzaju dodatek do życia. Dzięki Bogu, bywają i dzielne matki, które są od początku do końca przy swoim dziecku. One rozumieją, że macierzyństwo w jakiś niezwykły sposób połączyło je ze sobą. Matka ma zawsze serce dla dziecka, a dziecko dla matki. Czasem spotykają się na krzyżowej drodze, by sobie służyć i dodawać sił, a jak zajdzie potrzeba – wspólnie dźwigają ciężary życia.

STACJA V – POMOC SZYMONA

Czekałeś, Panie, na Szymona. Wreszcie jest, skończył pracę na polu – teraz może Ci pomóc. Głupio mu było i bardzo się wstydził. Pewnie będą gadali przez kilka następnych dni, że Szymon z Cyreny pomagał Skazańcowi idącemu na śmierć. Jednak w najśmielszych przewidywaniach, nie przypuszczał, że o tej pomocy będą mówić przez następne stulecia i tysiące lat. Taki sławny stał się Szymon. Teraz każdy chciałby nim być.

Czy rzeczywiście byłbym lepszy od Szymona, gdybym znalazł się przypadkowo na szlaku Twojej drogi, Panie? Czy nikt nie musiałby mnie przymuszać, by wziąć wraz ze Skazańcem ciężar krzyża? Na te pytanie dziś nie jestem w stanie odpowiedzieć. Natomiast mogę sobie udzielić odpowiedzi na przykładzie sytuacji wyjętych z dzisiejszych dróg krzyżowych. A może wydaje mi się, że już nie ma sytuacji, które wymagają ludzkiego serca i pomocnych dłoni Szymona? Wystarczy się rozejrzeć dokoła, by zobaczyć nieustannie trwającą drogę krzyżową. Tylu nieszczęśliwych ludzi żyje pośród nas: samotni, biedni, chorzy, koledzy, którzy nie radzą sobie z nauką. Widzisz Szymonie ile masz możliwości!

STACJA VI - DZIELNA WERONIKA

Kim ona była? Dlaczego tradycja mówi o niej, a Ewangeliści milczą? Może przemknęła, popychana przez stojących wokół ludzi, jak cień, który jest tylko cieniem i nie zależy mu na tym, by być zauważonym i docenionym. Jej nikt nie przymuszał, miała serce, pełne dobroci i chustę na głowie. Bez wahania oddała przysługę miłosierdzia.

Panie, Ty nieustannie posyłasz Kościołowi swoje Weroniki. Młode, piękne dziewczyny, które bez wahania, słysząc Twój głos, idą, by służyć. Nie boją się ośmieszenia i wytykania palcami. Nie reagują na wszechobecną modę na sukces, który może dać pieniądz i ludzka miłość. One zapukały do innych drzwi. A świat pyta: Po co przyszłyście do nowicjatu zakonnego? Czy nie znalazłyście kogoś w świecie, pośród swoich kolegów i koleżanek? One, zaś, mówią, że większym szczęściem jest być Weroniką i ocierać Twoją, spoconą twarz, Panie. Tam mi się jakoś skojarzyła Weronika z tym specjalnym powołaniem, choć wiem, że są one także w innych stanach i powołaniach – dzielne i odważne kobiety, które zawsze widzą Twoją zmęczoną i cierpiąca twarz.

STACJA VII – DRUGI UPADEK

Znów upadłeś, Panie? Czyżby to „znów” było normą – po pierwszym upadku musi dość do następnego? To takie ludzkie. Być zmęczonym tak bardzo, że ciało odmawia posłuszeństwa, choć duch pełen woli walki. Podczas upadków tak dobrze widać słabość. Jesteś człowiekiem, czy dziwi upadek? Czy powinien zaskakiwać? Stworzyłeś, Panie, człowieka na swoje podobieństwo, a oto teraz, gdy upadasz, sam jesteś na podobieństwo człowieka.

Nigdy nie wolno zapominać o słabości, którą dźwigamy w sobie. Brak świadomości o swojej słabości usypia czuwanie, a to prowadzi do kolejnych upadków. Jestem słaby, muszę, więc czuwać. Szatan jest bardzo przebiegły, wykorzysta każdą słabość. By tak się nie stało, trzeba najpierw poznać swoje słabości, a potem otoczyć je czuwaniem.

STACJA VIII – PŁACZĄCE NIEWIASTY

Nieraz już widziałem płaczące kobiety. Były podobne do ewangelicznej matki, której umarł jedyny syn, a ta była wdową. Były także podobne do Mari Magdaleny, która stała przy pustym Grobie Pana i płakała. Smutek, załamanie, samotność, bezradność – rodzą płacz. Kobiet płaczą częściej niż mężczyźni, bo mają bardzo cieniutkie struny odporności i współczucia.

Dlaczego płakały kobiety stojące przy Twojej Drodze Krzyżowej, Panie? Czy Ci współczuły?

Czy swoją postawą dodały Ci sił?

Sam płacz nie wystarcza. Potrzebne jest działanie, które uprzedzi płacz. Przyzwyczailiśmy się do pustego narzekania, z którego nic nie wynika. Dzieje się źle – mówią niektórzy. Tyle niewychowanej młodzieży i dzieci ulicy. Trzeba „zakasać rękawy” i zabrać się do roboty. Trzeba zacząć wychowywać młodych ludzi, by nie szukali „nauczycieli” w nocnych klubach i na ulicznych chodnikach. Trzeba nieustannie uczyć miłości, której wszyscy jesteśmy głodni. Panie, pomóż, bo sami sobie nie radzimy….

STACJA IX – TRZECI UPADEK

Wydaje się, że to już koniec, ostatnia nadzieja zgasła, całkowita bezsilność, opadają ręce i nic nie można już zrobić. Twoje Święte Oblicze, Panie, jest tak bardzo zmęczone tajemnicą krzyża, ale wciąż promieniuje nadzieją. Upadasz Twarzą do ziemi, by ją uświęcić swoim pocałunkiem, by ludzie na niej żyjący mogli powstawać.

Pełno jest wokół nas upadających, a tak mało powstających. Łatwo jest upaść, szczególnie wówczas, gdy nie jest się przygotowanym na upadek, gdy nas zaskakuje… Upadamy wówczas, gdy nie mamy dobrego gruntu pod nogami, a także wówczas, gdy nie mamy wytyczonej drogi i nie widzimy celu. Szczególnie smutne są upadki młodych ludzi, którzy nie mając ukształtowanych postaw i wypracowanego planu życia, zaliczają bardzo groźne upadki. Nigdy nie wyciągnęli wniosków z tamtych pierwszych upadków i oto teraz, wciąż przychodzą kolejne porażki, a wraz z nimi wdziera się do ich serc utrata nadziei, poczucie bezsilności i wreszcie zgoda na taki stan.

Panie, Ty mówiłeś, że zawsze jesteś z człowiekiem. Nie zostawiaj tych pogrążonych w rozpaczy i bezsilności! Podaj im rękę, by mimo wszystko powstali, choćby po to, by dać się obnażyć i wprowadzić w stan zawstydzenia.

STACJA X - Zdarcie szat

Zanim dokona się egzekucja, jeszcze jeden bolesny czyn wymierzony wobec Boga: zdarcie szat. Wystawiono na pośmiewisko Najświętsze Ciało Jezusa. Szaty zaś, poddano pod licytację. Rzucono los, komu ma przypaść w udziale. Ktoś, komu w tym dniu poszczęściło się, wracał zadowolony do domu, trzymając w ręku skrwawioną szatę Pana. Czy ona stała się dla niego relikwią, czy odmieniła jego życie? Nie wiem.

Ja też chciałbym mieć Twoją szatę, Panie, aby zakryć swoją słabość i grzech. Chciałbym mieć Twoją szatę, by ukryć się przed grzechem, który tak zalewa współczesny świat.

Gdzie można znaleźć dziś bezpieczne miejsce, do którego nie dotarłby wszędzie panoszący się grzech? Gdzie się ukryć przed wszechogarniającą swoboda obyczajów? Jaką szatą okryć swoje ciało, by nie mówiono, ze jest seksowne? Gdzie jest granica pomiędzy przyzwoitością i dobrym smakiem, a swobodą i narażaniem się na grzech?

Widzisz, Panie, jak bardzo potrzebuję Twojej szaty…

STACJA XI - Przybicie do Krzyża

Egzekucja zawsze budzi oburzenie. A ta egzekucja, jaką wykonano wobec Jezusa, mojego Pana? Czyż nie była oburzająca, choć wykonana w obliczu prawa? Tak przynajmniej myślano. Nikt nie ma prawa na swoją rękę zadawać drugiemu człowiekowi śmierci. Obyśmy wszyscy wzajemnie się nie pozabijali.

Ludzie bez serca. Podnieśliście rękę na swego Pana i Stwórcę? Czy aż tak bardzo macie zepsute serca? Bez wrażliwości i uczuć. Kto wam zniszczył wrażliwość, że tak łatwo zabijacie? Tak łatwo skracacie życie choremu, czasem starszemu człowiekowi. Mówicie, ze robicie to w imię jakiegoś humanitaryzmu. A może raczej egoizmu? Tak łatwo pozbawiacie życia, istocie ludzkiej, która dopiero zaczęła żyć w łonie matki. Kto wam, ludzie XXI wieku dał prawo zabijać? Jak się z tego wytłumaczycie przed Panem życia?

STACJA XIII - Zdjęcie z krzyża

Pamiętasz, Matko, jak 33 lata temu, w grocie pod Betlejem, witałaś Boga na ziemi. Patrzyłaś i dziwiłaś się, że taki Maluśki, jak każdy człowiek po urodzeniu, a przecież Bóg. Był wtedy maleńki i bezbronny. Teraz duży i także bezsilny. Wtedy żył – teraz jest martwy. Od początku miał przeciwników i był prześladowany. Musiał opuścić ojczysty kraj, by szukać schronienia, jak biblijny Józef, w Egipcie. Nigdy nie miał miejsca, gdzie by mógł głowę schronić.

O, wierna Pieto! Trzymając martwe i poranione Ciało swego Syna, Ty wciąż wierzysz, że On żyje i króluje! Wierzysz, że sen śmierci zamieni się w Zmartwychwstanie.

Dziękujemy Ci, Panie, za Matkę, którą nam podarowałeś. Ona jest nieustannie obecna przy każdym krzyżu ludzkiego cierpienia. Bolesna Matka jest zawsze gotowa przytulić cierpiącego.

Matko, powiedz, jak żyć, by zasłużyć na Twoje ramiona – bezpieczne i czułe? Jak przejść przez życie, by u jego kresu znaleźć Twoje matczyne ramiona. Powiedz, Matko, jak żyć?

STACJA XIV – GRÓB

To ostatnie mieszkanie człowieka na ziemi. Więcej przeprowadzek nie będzie. Następne mieszkanie jest w niebie. Twój grób, Panie, nie był Twoim – wypożyczył Ci go na trzy dni dobry Józef z Arymatei. Ty miałeś mieszkanie w niebie.

Ludzie są przywiązani do swoich domów i rzeczy. Budują coraz większe i wygodniejsze, by był pełen komfort i bezpieczeństwo. Także te ostatnie domy, wykonane z granitu i marmuru, są piękne i bogate. Wprowadzka do tego „ostatniego domu” też bywa bardzo uroczysta, z pełna oprawą, fanfarami, z płomiennymi mowami na pochwałę. A Bóg ciągle milczy, nie komentuje, nie zakazuje owych mów – czeka na ostateczny sąd.

Czy jestem zatroskany o dom w niebie? Czy myślę o nim i czy mam już „książeczkę mieszkaniową na dom w niebie”?

 

..:: wstecz ::..

 
   
   
 
copyright © parafia makowiec 2005r.